Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rady Doktor Mamy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rady Doktor Mamy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 października 2020

Do bohaterów pandemii COVID-19

Kochana Rodzino, Drodzy Przyjaciele, Znajomi i Ci Nieznajomi ale Bliscy!



Noszę w sercu ten wpis już od dosyć dawna, najwyższa pora przelać uczucia na klawiaturę. (Chciałoby się powiedzieć "na papier", bardziej pasowałoby do romantyzmu zdania). Do rzeczy.

Jestem Wam wszystkim ogromnie, ale to ogromnie wdzięczna!

  • Za to, że przez minionych kilka miesięcy niezmiennie i niestrudzenie nosiliście maseczki tam, gdzie było to wymagane, nawet jeśli nie wprost przez przepisy, to przez zasady zdrowego rozsądku. 
  • Za to, że potrafiliście rezygnować z przyjemności dla dobra innych.
  • Za to, że unikaliście wyjść na imprezy, gromadnych spotkań w zamkniętych przestrzeniach - mimo, że tak bardzo wszyscy za tym tęsknimy.
  • Za to, że przesunęliście "powrót do normalności" na swoim horyzoncie i po kilku tygodniach nie upieraliście się, że tak się dłużej żyć nie da.
  • Za to, że ponad wszystko cenicie życie drugiego człowieka. 
  • Za to, że trwaliście niezłomni, mimo że ten drugi człowiek nie zawsze to doceniał. 

Swoją wytrwałością sprezentowaliście mi, nam czas wypełniony spokojem. W marcu nie spodziewałam się, że otrzymam tak hojny gest wobec zbliżających się problemów. Spodziewałam się, że to, co przeżywamy teraz nadejdzie dużo szybciej. Wczoraj w Lancecie ukazała się ważna publikacja, która pokazuje, że fala zakażeń SARS CoV 2 (koronawirusem) istotnie nasila się już ok 3 tygodnie po zniesieniu obostrzeń i restrykcji dotyczących spotkań (> 10 osób), pracy zdalnej etc. To Wy, swoją postawą daliście nam o wiele więcej czasu. 

Czy wiecie moi drodzy, jakie to uczucie uratować ludzkie życie? 

Lekarzom, którzy nie specjalizują się w medycynie ratunkowej czy anestezjologii i intensywnej terapii (do tej pory) nie zdarzało się zbyt często uczestniczyć w resuscytacji krążeniowo-oddechowej (czyli tzw. reanimacji). Zazwyczaj nasze doświadczenie ratowania życia jest mniej spektakularne - to prawidłowe postawienie diagnozy we właściwym czasie i prawidłowy dobór leczenia. Są sytuacje, w których "wyrok" nad pacjentem, który udało nam się uchylić był odwleczony w czasie, ale i takie, kiedy wisiał tuż tuż nad głową. Resuscytacja jest już właściwie próbą odwołania od tego wyroku. Tym jesteśmy skuteczniejsi, im wcześniej potrafimy zareagować, a najlepiej jeśli w ogóle nie dopuścimy do sytuacji, w której powinniśmy interweniować. Paradoksalnie jednak najsilniejsze poczucie sukcesu, wyrzut endorfin, emocje odczuwamy tam, gdzie uciskamy klatkę piersiową, przykładamy łyżki defibrylatora. Kiedy prawidłowo rozpoznajemy chorobę, która mogła zabić, np. sepsę u małego dziecka i leczymy adekwatnie do potrzeb - także jest to miłe uczucie, ale już nie tak intensywne. Kiedy szczepimy dzieci przeciwko bakteriom, które mogą wywołać sepsę, w zasadzie trzeba sobie przypominać o tym, że ratujemy życia, bo nie widzimy bezpośredniego zagrożenia. Choć to ta ostatnia forma niesienia pomocy jest najskuteczniejsza i najbezpieczniejsza. 

Dążę do tego, żeby powiedzieć Wam, że choć większość osób tego nie odczuwa - zwykłe prawidłowe noszenie maseczki podczas kontaktów międzyludzkich i przebywania w pomieszczeniach zamkniętych przez minione miesiące sprawiło, że każdy z Was, kto tak postępował, średnio raz na dwa tygodnie uratował ludzkie życie. Pewnie nie myśleliście o tym w tych kategoriach, ale spróbujcie sobie wyobrazić, że raz na dwa tygodnie prowadzicie udaną reanimację. Czy to nie wspaniałe? Kiedy dodacie do tego efekty ograniczenia kontaktów międzyludzkich - Wasze statystyki są jeszcze lepsze. 

Myślę, że nie muszę opowiadać jak wygląda nasza aktualna sytuacja. Chcę jednak przekazać Wam jeszcze jedno. Proszę wytrwajcie! Postępujcie tak jak do tej pory. Jesteście tak samo skuteczni w ratowaniu żyć, jak przez minionych 7 miesięcy. Razem przetrwamy kolejne. Będą mniej spokojne, więc musimy się w nich wzajemnie wspierać.

Nie bójcie się prosić osoby, które są w Waszym pobliżu o prawidłowe założenie maseczki, czy zachowanie dystansu. Kiedy ktoś piekli się, wysypuje potok słów odmawiając założenia maseczki - oddalcie się od niego dla własnego bezpieczeństwa. Takie postawy są bardzo przykre, ale nie można winić ludzi za to, że wokół nich utkano pajęczynę dezinformacji, w którą wpadli. Teraz miotają się jak uwięzione w niej owady. Konfrontacja z dzisiejszą rzeczywistością jest cholernie trudna. Nie każdy ma na to siły. A bezsilność czasem objawia się jako agresja. Nas, dostrzegających powagę i realność problemu pandemii jest tak wielu, że z pomocą letniej pogody, dzięki której więcej wydarzeń mogło odbywać się na otwartej przestrzeni, utrzymaliśmy w ryzach pandemiczną bestię przez 7 miesięcy! 

 

Wpis dedykuję Wspaniałym Przyjaciołom, dzięki którym i z którymi mogłam w te wakacje spokojnie, w poczuciu bezpieczeństwa podziwiać wschody i zachody słońca. 







To publikacja, o której wspomniałam: 

https://www.thelancet.com/journals/laninf/article/PIIS1473-3099(20)30785-4/fulltext?utm_campaign=tlcoronavirus20&utm_content=143591803&utm_medium=social&utm_source=twitter&hss_channel=tw-27013292#.X5JcjIv7TWo.twitter 




wtorek, 30 czerwca 2020

Masz kleszcza? Nie czekaj - usuń drania!

Szanowni Państwo, 

Usunęłam w swoim życiu bardzo dużo kleszczy, większość pacjentom, którzy zgłaszali się w tym celu na izbę przyjęć oddziału zakaźnego. Tym razem przedstawiam dwa kleszcze usunięte niedawno własnoręcznie, bez białego kitla ani stetoskopu na szyi:
1) z okolicy łuku brwiowego córki
2) z nogi męża.
Drań numer jeden znalazł sobie miejsce (chyba jedyne) niezabezpieczone repelentami ani odzieżą. Zapewne wykorzystał chwilę zachwytu siedmiolatki nad pachnącym jaśminem. Drań numer dwa trafił do naszego domu jako pasażer na gapę po biwaku, pewnie przyniesiony na ubraniach albo sprzęcie.

Drań nr 1.

Drań nr 2.

Kleszczy wszędzie pełno. Nawet przy stosowaniu wszystkich środków ochrony zdarza się, że wgryzie się taki w bogu ducha winnych miłośników przyrody. Na szczęście Moi Miłośnicy są zaszczepieni przeciwko kleszczowemu zapaleniu mózgu. W ochronie przed boreliozą na naszą korzyść działa czas reakcji - nie dajemy draniom szans na długie żerowanie. Kleszcz numer jeden został  przeze mnie usunięty bezprzyżądowo albo jak kto woli "własnemi palcyma" od razu na miejscu zbrodni - w czasie spaceru w parku. Ledwie zdążył się wgryźć. Kleszcza numer dwa mąż zauważył w domu, gdzie można przebierać w sprzętach i technikach wydobycia. Z racji mikroskopijnych rozmiarów drania, padło na pęsetę.

Kochani, jeśli kogoś z Was, albo Waszych bliskich dopadnie kleszcz - nie trzeba czekać na sterylne warunki niczym na sali operacyjnej, nie potrzebny jest chirurg ani żaden inny specjalista. Nie potrzebny jest Wam do niczego tenże kleszcz (chyba, że chcecie go sobie oprawić i włączyć do kolekcji "pamiątek z wakacji") - jeśli da się go chwycić palcami - chwytamy i zdecydowanym ruchem pociągamy, po czym wyrzucamy. Jeśli nie - chwytamy go pęsetą albo jakimkolwiek "narzędziem" stworzonym do tego celu. Im szybciej się go pozbędziemy tym lepiej. (Szczegóły techniki zgodne "ze sztuką" znajdziecie w artykule podlinkowanym poniżej, ale z ręką na sercu - drania nr 1. jak wiele innych przed nim - po prostu wyjęłam i na tym "koniec akcji").

Moje dzieci podczas spacerów przyglądają się z bliska żuczkom, ważkom i innym stworzeniom, a po powrocie do domu, ja dokładnie przyglądam się im. Na dworze obowiązuje noszenie czapki, nawet jeśli nie ma słońca - dzięki temu nie muszę przeczesywać za każdym razem głowy, znalezienie nimf (niedojrzałych postaci kleszczy, jak na zdjęciach) pośród włosów graniczy z cudem. Ale za uszami, na karku, we wszystkich odsłoniętych miejscach, a także w zakamarkach gdzie jest ciepło - po każdym powrocie do domu, a potem jeszcze przed kąpielą czy przebraniem się w piżamę - trzeba się dokładnie pooglądać lub poprosić o to bliską osobę.

Jeśli macie pytania dotyczące kleszczy i chorób odkleszczowych, zapewne odpowiedzi na nie znajdziecie w którejś z 4 części wywiadu udzielonego przeze mnie dla portalu Medycyny Praktycznej. Jeśli omówione w nich kwestie nie rozwiały Waszych wątpliwości - pytajcie w komentarzach.


czwartek, 23 kwietnia 2020

Wszystko na ten temat. COVID 19 medycznie i osobiście

Jest Ci źle. Z dnia na dzień Twoje życie wywróciło się do góry nogami. Mimo to musisz być silny. Musisz wytrwać w sytuacji, jakiej jeszcze kilka miesięcy temu nawet sobie nie wyobrażałeś. Choć życie nagle odebrało Ci tak wiele, musisz świadomie oddać jeszcze więcej. Musisz umieć rezygnować z formy pocieszenia jaką jest zwykły uścisk przyjaciela. Musisz nauczyć się opanować lęk i zwalczać wyparcie. Kontrolować to, z kim oraz w jakich okolicznościach się spotykasz, a nawet czego dotykasz. Planować wszystkie aspekty codziennego życia z wyprzedzeniem, tak aby w czasie jednego wyjścia do sklepu czy na pocztę załatwić jak najwięcej potrzebnych rzeczy. Jeśli jesteś rodzicem, musisz stać się mistrzem logistyki - pracując i zajmując się dziećmi jednocześnie. Do tego, choć sam czujesz się zagrożony - musisz zapewnić im poczucie bezpieczeństwa. Choć nie chcesz się z nią mierzyć - musisz powiedzieć im prawdę. Wprowadzać je w co chwilę zmieniające się zasady funkcjonowania świata. 
To wszystko wymaga ogromnej siły, hartu ducha i wytrwałości. Musisz znaleźć w sobie te wszystkie cechy - stać się prawdziwym superbohaterem. Dlaczego MUSISZ? Bo to jedyna droga ku temu, żeby nie było jeszcze gorzej. Bo jesteśmy na wojnie i czy tego chcesz czy nie, Ty też masz swoją rolę do odegrania. Być może wydaje Ci się, że to nie dla Ciebie, że dłużej tak nie podołasz. Wiem, że dasz radę. Musisz. Nie jesteś sam, wszyscy jedziemy na tym samym wózku.  

Wszystkie historie o superbohaterach zawierają etap ich kształtowania - bolesny, pełen wyzwań i wyrzeczeń. Kiedy są wycieńczeni i przerażeni, gdy stają się bliscy rezygnacji - pojawia się motywacja. Sytuacja, która sprawia, że zaczynają na nowo widzieć sens swojego poświęcenia. Dziś jesteśmy w o tyle trudniejszej sytuacji, że musimy znaleźć w sobie siłę do dalszej walki zanim pojawi się nowa motywacja. Zanim nasi bliscy zaczną umierać w szpitalach, gdzie nie będzie nam wolno ich odwiedzić, pożegnać.   
Ja mam już tę ścieżkę za sobą, przynajmniej częściowo. Będę bohaterem tej pandemii nie jako lekarz, ale jako osoba prywatna. Jako ktoś, kto nauczył się oddawać wiele, by nie stracić jeszcze więcej. Ten tekst jest jednym z elementów mojej walki, mojego "bohaterskiego catharsis". Jego napisanie było mi potrzebne, czytając go odkryjesz dlaczego. Być może stanie się także ścieżką do Twojej przemiany...   

"Kiedy będzie znowu normalnie..." 

Zaryzykuję stwierdzenie, że w ten sposób zaczyna się ostatnio większość wypowiedzi. Tęsknimy już za swoją codziennością z czasów sprzed pandemii. Tęsknimy tak bardzo, że zaczęliśmy doceniać drobne rzeczy, które odebrała nam "sytuacja epidemiologiczna". Z jaką radością weszliśmy na nowo do parku, do lasu! Jakim świętem stał się jeszcze niedawno zwykły spacer. 
Wielu tęskni tak bardzo, tak bardzo chce usłyszeć, że już niedługo będzie lepiej - że szuka potwierdzenia, że można przywrócić okruchy dawnej normalności - może jedno, dwa spotkania ze znajomymi? Może grill? Przecież to tak niewiele, to nic złego. Na pewno jest jakaś teoria, jakiś "ekspert" cytowany przez media, który to popiera. Są przecież całe kraje... Może powinniśmy tak jak oni, nie zamykać szkół, przedszkoli. Żyć nadal jakoś tak bardziej normalnie? 

NIE umówię się z Tobą na kawę, a jeśli spotkam Cię przypadkiem, NIE uściskam Cię jak zwykle, ani NIE podam Ci ręki. W ten sposób pokazuję Ci, że mi na Tobie zależy. 

Im szybciej pogodzisz się z tym, że to jest teraz nasza nowa normalność - tym lepiej. Być może świat jaki znaliśmy do tej pory jeszcze kiedyś wróci. To całkiem miła myśl... Jeśli tak będzie, to nieprędko.  

Są dwie opcje - albo będziemy utrzymywać zasady dystansu społecznego do czasu wprowadzenia skutecznego leczenia i/lub szczepień ochronnych, a dzięki temu utrzymywać w ryzach liczbę zakażeń jak dotąd albo ulegniemy naszym tęsknotom - im więcej z nas tak zrobi - tym szybciej pogrążymy się w prawdziwym piekle, jakie potrafi zgotować koronawirus, co udowodnił już w niejednym miejscu na Ziemi. Jeśli chcemy, aby można było odblokowywać kolejne sektory gospodarki, musimy utrzymać silne ograniczenia w kontaktach społecznych w życiu osobistym. Znoszenie kolejnych zakazów nie oznacza, że problem został zażegnany, że nie wróci. 

Pewnie słyszałeś już nie raz o współczynniku reprodukcji określanym jako R. To liczba, która w przybliżeniu mówi ile nowych osób zakaża jeden chory. W szczytowym okresie epidemii w Wuhan R wynosiło 2,5 czyli średnio jeden chory zarażał 2,5 kolejnych osób. Wszystkie działania jakie podejmujemy mają na celu sprowadzenie R< 1, ponieważ dopóki przewyższa 1, przybywa coraz więcej i więcej chorych. Jeśli R < 1 - oznacza to, że nowych zachorowań jest coraz mniej w porównaniu do wyjściowej liczby, a epidemia wygasa. 

Współczynnik R zależy od kilku rzeczy i co najważniejsze - jest zmienny w zależności od nich: 

1) Czas, w którym jest się zakaźnym - im dłuższy tym gorzej. W przypadku koronawirusa zakaźnym jest się już na 2 dni przed pojawieniem objawów choroby, przez cały okres ich utrzymywania i czasem jeszcze kilka dni po. Co więcej, można przebyć zakażenie zupełnie bezobjawowo i także zakażać przez co najmniej kilka dni. Będziemy mogli wpłynąć na ten parametr i skrócić czas zakaźności, kiedy wynalezione zostaną skuteczne leki przeciwko koronowirusowi. 

2) Liczba oraz charakter okazji do rozprzestrzeniania choroby - każde spotkanie twarzą w twarz, każde "pogaduchy", każda sytuacja, w której zakażony zakaszle albo kichnie w bliskiej odległości od kogoś innego stwarza ryzyko transmisji. Im dłuższy kontakt tym większe ryzyko. Kontakty w zamkniętej przestrzeni, to większe ryzyko. 
Najważniejsza interwencja, wpływająca na przebieg epidemii to póki co właśnie dystansowanie społeczne - zmniejszenie liczby okazji do rozprzestrzeniania zakażeń. Musimy myśleć o sobie jako o elementach infrastruktury potrzebnej wirusowi do rozprzestrzeniania się. Im mniej spotkań międzyludzkich - tym lepiej dla nas, a gorzej dla koronawirusa. 
Kolejne okazje do zakażenia stwarzają sytuacje, kiedy dotykamy skażonej powierzchni, a następnie swoich ust czy nosa. Największe ryzyko, że natkniemy się na taką powierzchnię jest tam, gdzie dużo dotykających - na klamkach, przyciskach od windy, włączających światło, na terminalach płatniczych, poręczach schodów itp. Powszechne, częste mycie rąk lub ich dezynfekcja to kolejne interwencje zmniejszające okazje do transmisji. Pomocne może być także korzystanie z rękawiczek jednorazowych, ale one mają sens jedynie, jeśli dotykamy w nich tego, co "nie-nasze". W rękawiczkach robimy zakupy, załatwiamy co mamy załatwić w przestrzeni poza domem, gdzie musimy czegoś dotykać. Przedmioty potencjalnie skażone, których nie możemy wyrzucić, takie jak karta płatnicza i klucze - wkładamy do osobnego woreczka/ torebki - odkazimy je w domu. Wychodzimy, następnie ściągamy bezpiecznie rękawiczki, wyrzucamy je do kosza, dezynfekujemy ręce płynem na bazie alkoholu (który nosimy zawsze przy sobie) i mamy "zresetowaną" sytuację. Dopiero teraz możemy wyjąć telefon, złapać swój rower, kierownicę samochodu, a nawet podrapać się po nosie czy poprawić maseczkę - jak mus to mus. Obowiązuje zasada - wszystko co moje dotykam odkażonymi lub umytymi rękami. Dopiero takie działanie pomaga zmniejszyć ilość okazji do zakażenia. 
Wiele krajów, w tym Polska wdrożyły nakaz zakrywania nosa i ust. Nie po to aby chronić noszącego - nawet najlepsza maseczka tego nie zrobi jeśli nie będzie odpowiednio używana, a z tym wiele osób ma problemy. Zakrywanie ust i nosa sprawia, że kropelki z dróg oddechowych potencjalnie zakażonych osób zostają przy tych osobach, mniejsza ich ilość wydostaje się dalej. W makroskali - może to mieć znaczenie dla redukcji R. Dla indywidualnego człowieka - jeśli będziemy dłużej rozmawiać z kimś twarzą w twarz - nie można liczyć na ochronne działanie takiej bariery. Maseczki to za mało. Przyłóż spryskiwacz do kwiatów do swojej i zobacz ile kropelek zatrzyma. PS. Maseczki antysmogowe i przeciwpyłowe z wentylem w ogóle nie zatrzymują tego, co ich użytkownik wydycha.  

3) Podatność na zakażenie ludzi narażonych na nie. Nikt, kto nie przechorował jeszcze COVID 19 nie ma odporności przeciwko koronawirusowi SARS CoV2. To nowy dla ludzkości wirus, a zatem cała ludzkość jest wrażliwa na zakażenie. Na ten czynnik będziemy wpływać za pomocą szczepienia ochronnego. Szczepienia to cudowny wynalazek, ponieważ jeśli obejmiemy nimi odpowiednio dużo osób - w ogóle nie musimy się przejmować pozostałymi elementami. Jeśli R wynosi 2, zaszczepienie co drugiej osoby sprawia, że redukujemy je do 1. Jeśli wynosi 3 - zaszczepienie 2/3 populacji redukuje R do 1. Im więcej osób zaszczepimy, tym bardziej ukręcamy łeb epidemii. Piękne, prawda? Właśnie na tym polega tzw. odporność zbiorowa. 

Mam nadzieję, że już zaczynasz dostrzegać dlaczego utrzymywanie zasad dystansowania społecznego jest tak ważne - to jedyne silne narzędzie do kontroli epidemii jakim póki co dysponujemy. Pewnie chcesz wiedzieć kiedy możemy liczyć na interwencje z punktu 1., czyli leki oraz punktu 3. - szczepienia. Wspominałam już, że nieprędko. Być może myślisz, że przecież jest już leczenie - chlorochina (Arechin). Niestety to lek, który być może łagodzi nieco przebieg choroby, ale nie zabija wirusów, a tym samym nie wpływa długość zakaźności. Pewnie słyszałeś, że pobiera się osocze ozdrowieńców i podaje uzyskane od nich przeciwciała osobom chorym. Albo że jest Remdesivir - "nowy stary" lek przeciwwirusowy, który przynosi obiecujące efekty terapeutyczne. Obie te opcje są na etapie leczenia eksperymentalnego, do tego pierwsza wiąże się ze sporym ryzykiem, w związku z czym zarezerwowana jest dla najciężej chorych. Druga nieco bardziej spełnia kryteria "światełka w tunelu", ale po pierwsze nadal potrzeba czasu i danych, aby ocenić, czy to światełko to nie złudzenie optyczne, czyli mówiąc profesjonalnie - zbadać bilans korzyści do ryzyka, a po drugie - wyprodukowanie zasobów leku dla całej ludzkości trochę potrwa. Poza tym aby skorzystać z tych opcji musi być dla Ciebie miejsce w szpitalu, a jeśli wszyscy nagle zaczną "wracać do normalności" - może ich szybko zabraknąć. Szczepienia ochronne rozwijają się w niespotykanym dotychczas tempie, ale także wymagają dokładnej oceny i badań. Pamiętajmy, że ma to być produkt podany zdrowym ludziom - żeby zacząć go stosować na szeroką skalę, musimy mieć silne dowody na jego bezpieczeństwo. Analiza skuteczności i bezpieczeństwa obecnych kandydatów szczepionek potrwa według prognoz ekspertów około rok. Jeśli okaże się, że bingo - mamy to - znowu trzeba będzie wyprodukować szczepionki w ilości zabezpieczającej miliony, jeśli nie miliardy osób (nie wiadomo jeszcze jak długo utrzymuje się naturalna odporność po przebyciu choroby). Zatem "nieprędko" zmierza bardziej ku określeniu "jeszcze długo zanim".     

Co z krajami, które radzą sobie pomimo, że nie wprowadziły tzw. lock-down? Jasne, powinniśmy czerpać przykład z wielu innych krajów, przede wszystkim w zakresie finansowania sektora opieki zdrowotnej oraz edukacji w zakresie zdrowia publicznego. W ilości lekarzy przypadających na mieszkańców, czy stopniu zautomatyzowania laboratoriów medycznych. Powinniśmy wykonywać równie dużo testów, poszukiwać tak samo aktywnie zakażonych oraz osób z ich kontaktu. Nasz system to skrajnie niedofinansowany, zbiurokratyzowany kolos na glinianych nogach, którego rusztowaniem są trzymani w emocjonalnym szachu medycy łatający grafiki, pracując na kilka etatów, często pomimo przekroczenia wieku emerytalnego. To rusztowanie pęka wraz z każdym lekarzem, pielęgniarką czy ratownikiem medycznym zakażonym SARS CoV2 z powodu niewystarczającego zaopatrzenia w środki ochrony osobistej. A mi pęka serce, kiedy widzę jak w innych krajach za absolutny priorytet uznano ochronę pracowników medycznych oraz ich wsparcie moralne w tym druzgocącym czasie (bądź co bądź, nawet jeśli ma się niewyczerpany zapas respiratorów, ktoś musi je obsługiwać), a u nas - padają oskarżenia. Z bohaterów medycy zamieniani są stopniowo w oprawców, winnych "zarazie". 

Pogodzenie się z aktualną sytuacją dla mnie też nie było wcale łatwe. Od połowy lutego, kiedy wybuchło ognisko we Włoszech spodziewałam się nadchodzących zmian i stopniowo żegnałam dotychczasowe życie. Przytulałam w myślach każde wspomnienie swojej "normalności". Nieraz płakałam. Zajmuję się chorobami zakaźnymi i zagadnieniami z dziedziny epidemiologii zawodowo  od 6 lat. Wiem, że do tej pory pandemie o skali do jakiej zdolny jest koronawirus zmieniały losy ludzkości, że po nich już nigdy nic nie było takie samo i że jeśli to spieprzymy - normalność już nigdy nie wróci. Być może to co piszę wydaje Ci się okrutne. Być może myślisz, że teraz potrzebne są słowa, które otulą Cię niczym ciepła kołderka, a ja serwuję Ci zimny prysznic. Oto dlaczego postanowiłam napisać ten tekst.    

W mikroskali

Kiedy zaczynałam pracę, pewien doświadczony lekarz przekazał mi niezwykle cenną lekcję - jedną z tych, których nie można się nauczyć na studiach ani z żadnej książki. W relacji lekarz pacjent, szczególnie w tych najtrudniejszych przypadkach, stale rozgrywa się trójkąt dramatyczny. Zarówno pacjent jak i lekarz zmieniają w tym układzie role: kata - ofiary - wybawcy. W oczach cierpiącego i wystraszonego pacjenta w chwilach poprawy stajemy się bohaterami, ale gdy tylko cierpienie powraca - jesteśmy postrzegani jako oprawcy. Walczymy dalej, z czasem u pacjenta przychodzi poprawa albo akceptacja, a lekarz widziany jest jako ofiara systemu, z którym musi walczyć w imię dobra pacjenta. Czasem kierunek zmian bywa odwrotny, czasem przeskakujemy kilkukrotnie pomiędzy tymi "rolami". Nie musiałam długo czekać, aby wziąć udział w tym szczególnym teatrze życia. Już pierwsze tygodnie pracy zawodowej przyniosły sytuację, w której w oczach rodzica dziecka z poważną chorobą, w której mogliśmy zaoferować jedynie leczenie objawowe, zmieniałam postać nawet kilka razy dziennie. To było strasznie wyczerpujące emocjonalnie, myślę że dla obu stron. Doświadczenie to nauczyło mnie kolejnej ważnej lekcji - żeby od początku grać w otwarte karty. Wcielenie się w rolę bohatera jest nęcące, szczególnie na początku kariery zawodowej - tyle lat nauki nie poszło na marne - oto potrafimy pomagać! Mamy poczucie misji, endorfiny szaleją, ale co potem? Tylko jeśli już na początku zrzucimy pelerynę i powiemy wprost jak jest - ile faktycznie zależy od nas, ile od pacjenta, a nad czym nie mamy kontroli - oszczędzamy wszystkim późniejszego dodatkowego cierpienia wynikającego z niepewności i rozczarowań. Tylko w ten sposób budujemy wzajemne zaufanie i prawdziwą relację, nie tę "teatralną".         
  

W makroskali

"Trójkąt dramatyczny" rozgrywa się teraz w makroskali. Pacjentem jest całe społeczeństwo. Personel medyczny został  ubrany w peleryny superbohaterów w takim samym odruchu, w jakim desperacja i lęk każą przypisywać nadludzkie możliwości lekarzowi prowadzącemu na początku każdej poważnej choroby. Kiedy mimo starań medyków udręka trwa, a skutki pandemii odciskają swoje piętno na kolejnych obszarach życia - medycy z wybawców stają się w oczach społeczeństwa oprawcami. Oliwy do ognia dolewa retoryka decydentów, którzy zasłaniają luki w wypełnieniu swoich obowiązków. Obarczają odpowiedzialnością tych, których wysyłają na wojnę bez oręża. 
Bez wątpienia podjęte wcześnie metody dystansowania społecznego były bardzo dobrym krokiem. Wszystkie analizy epidemiologiczne na to wskazują. Zyskaliśmy dzięki temu coś niezwykle cennego - coś, czego Włosi czy Hiszpanie nie mieli - czas na przygotowanie do walki, na zbrojenie przed prawdziwą wojną. Mogliśmy czerpać z doświadczeń krajów, które trwały już w piekle epidemii i które na bieżąco dzieliły się swoimi doświadczeniami. Wiadomo było, że placówki medyczne i domy opieki długoterminowej dla osób starszych i przewlekle chorych to miejsca krytyczne, które trzeba zabezpieczyć oraz że zakażenia personelu medycznego to kolosalny problem. Tzw. zasoby ludzkie, to równie kluczowy element w walce z epidemią co respiratory. Przez ostatnich kilka tygodni nie doczekaliśmy się jednak gruntownych zmian w organizacji i zaopatrzeniu placówek medycznych, za to dowiedzieliśmy się w jakiej formie odbędą się [sic!] wybory prezydenckie. 
Problem ten niesie niebezpieczne inklinacje. Poza tym, że dostęp do świadczeń medycznych stał się ograniczony (kolejne placówki są zamykane z powodu zakażeń wśród pacjentów i personelu), pacjenci zaczynają obawiać się kontaktu z lekarzami, coraz częściej unikają niezbędnej pomocy pogotowia ratunkowego, czy leczenia szpitalnego. To sprawia, że ofiar pandemii nie wystarczy już liczyć uwzględniając jedynie kody przypisane do zakażenia koronawirusem. Każda osoba, której śmierci można by zapobiec (niezależnie od jej przyczyny), gdyby tylko uzyskała odpowiednio wcześnie pomoc medyczną - to kolejna ofiara pandemii. Problemów niestety będzie przybywać - wraz z opóźnionymi rozpoznaniami chorób nowotworowych, niezrealizowanymi szczepieniami ochronnymi, utratą kontroli nad chorobami przewlekłymi, nie wspominając o kolosalnym pokłosiu zaburzeń lękowych i depresji. Do tego skutki postępującego kryzysu gospodarczego, czyli tak po ludzku - biedy. 

Karty na stół. Trzeba przerwać emocjonalny rollercoaster, który wykańcza obie strony. Przed nami jeszcze długa droga. Jesteśmy sobie nawzajem w tej drodze potrzebni. 

Już tu byliśmy

Czy zastanawiałeś się kiedykolwiek jak to jest, że choć pandemie pochłonęły znacznie więcej ofiar niż wojny - półki z literaturą historyczną uginają się od opisów wydarzeń militarnych, a jedynie pojedyncze pozycje opisują przebieg wielkich pandemii? Że pomniki żołnierzy można znaleźć w każdym mieście, a nie stawiano monumentów upamiętniających tych, którzy walczyli z zarazą? Czasy pandemii w dziejach ludzkości to okresy, których nikt nie chce pamiętać. W których ludzie z lęku przed zakażeniem odwracali się od siebie nawzajem do tego stopnia, że nie mogli później patrzeć w lustro. Hiszpanka (1918-1920) zabijała głównie młodych dorosłych. Ich osierocone dzieci umierały czasem z głodu, ponieważ w obawie przed zakażeniem nikt nie odważył się nimi zaopiekować. Myślisz, że w dzisiejszych czasach to niemożliwe, niedopuszczalne? Czy po 100 latach od ostatniej wielkiej pandemii jesteśmy mądrzejsi? Lepsi?
Niestety, krok po kroku powielamy te same błędy, które znane są ludzkości od stuleci. Wpadamy w te same pułapki, które dolewają oliwy do ognia epidemii.

Pułapka nr 1. 

Przekonanie, że skoro nie jest tak źle jak zapowiadali, to znaczy że obawy przed koronawirusem były przesadzone. To, że nie odczuwasz wyraźnie groźby sytuacji świadczy jedynie o skuteczności rygorystycznych zasad dystansowania społecznego narzuconych przez państwo - ot paradoks pandemii. W tej pułapce mieści się także bagatelizowanie problemu koronawirusa poprzez porównywanie liczby jego ofiar z liczbami osób zmarłych z innych przyczyn, t.j. wypadki samochodowe, nowotwory itp. Szczerze powiedziawszy nie wiem jak komukolwiek mogło to przyjść do głowy, ale staje się powielanym argumentem. Za tymi liczbami kryją się ludzkie życia, czyiś rodzice, dziadkowie, bracia i siostry! Jeśli mamy szansę swoim zachowaniem ocalić kolejne osoby - zróbmy to. Jeśli z jakiegoś powodu tysiące ludzkich śmierci nie robią na Tobie wrażenia, potrzebujesz więcej zer na liczniku zgonów - spójrz z jakim tempem tych ofiar przybywa. Jeśli pozwolimy aby licznik przyspieszył - przekonasz się, że to było idiotyczne porównanie. Ale proszę, nie róbmy tego tylko dlatego, że w Twoją analizę danych wkradł się błąd.  

Pułapka nr 2. 

Przeświadczenie, że problem transmisji zakażeń, to nie Twój problem i możesz spotykać się ze znajomymi, żyć jak dotąd. Skoro jesteś zdrowy i czujesz się świetnie - to nie masz z tym nic wspólnego. Twoi znajomi na pewno też nie - są rozsądni, lubisz ich, bo myślą tak jak Ty (wbrew obiegowej opinii badania socjologiczne pokazują, że to podobieństwa a nie różnice są magnesem scalającym relacje międzyludzkie) - zakażenie na pewno ich nie dotknie. Niespodzianka - w ten sam sposób myśleli prawie wszyscy zakażeni. Większość osób, które zachorowały jako pierwsze w swoim "klasterze zakaźnym" czyli w grupie osób zakażonych, które się ze sobą kontaktowały - nie wie jak ani gdzie doszło do infekcji. Najlepsze dane, jakimi aktualnie dysponujemy pokazują, że 40-50% osób przechodzi zakażenie bezobjawowo. Część z nich zapewne nigdy nie dowie się, że była źródłem poważnych problemów dla kogoś innego. Czy ten scenariusz nie brzmi znajomo: U nas w domu wszyscy zdrowi, u koleżanki, z którą plotkowaliśmy w czasie spotkania w parku czy na ławce przed blokiem - też. Zachorowała jej ciocia, do której pojechali tylko złożyć życzenia wielkanocne, bo jest samotna. Wiadomość o chorej cioci przy kolejnym spotkaniu przed blokiem pewnie Cię na chwilę poruszy. Od razu stworzysz scenariusze, w których mogło dojść do zakażenia - pewnie ten wolontariusz, który robi jej zakupy, albo na poczcie gdzie odbiera rentę, a może była gdzieś w przychodni czy w szpitalu, choruje na cukrzycę... nie przyjdzie Ci do głowy, że to Ty byłeś źródłem jej problemów. Bo dokładnie tak działa Twój mózg. Mój też i każdego z nas. Jeśli sobie to uświadomisz, masz szansę skorygować odruchowe sposoby myślenia. 
Jesteśmy teraz jak elementy układanki z domino. Jeśli wyjdziesz z łańcucha - przerwiesz potencjalną transmisję. Bez ciągłości spotkań międzyludzkich pandemia nie przetrwa. 
Problem polega na tym, że nie da się całkowicie "zamrozić" całego świata na dwa tygodnie, część tych spotkań musi się odbywać. Muszą działać placówki opieki zdrowotnej, bo ludzie nadal chorują na inne schorzenia i potrzebują pomocy. Musimy odblokowywać gospodarkę, bo wykończą nas bieda i skutki kryzysu. Żeby móc to zrobić - przywracać niezbędne elementy życia, trzeba wstrzymać się z tymi, bez których da się funkcjonować. Wytrzymaj. Każdy kolejny tydzień to krok do przodu. Pomyśl jak będziesz wspominać ten czas za rok, dwa, pięć... 

Pułapka nr 3.

Stygmatyzacja społeczna osób zakażonych. Myślisz, że osoba zakażona jest winna swojej choroby? A może obecnej sytuacji? Utożsamiasz chorych z wirusem, postrzegasz jako "nosicieli zarazy"? Osoby zakażone czują się coraz bardziej napiętnowane. Jeśli myślisz, że przesadzam - wyobraź sobie, że właśnie otrzymałeś wynik testu na koronawirusa i jest on dodatni - czy będziesz mógł śmiało napisać o tym na lokalnej grupie na FB, poprosić sąsiadów o pomoc przy zakupach itp? Stygmatyzacja to niebezpieczne zjawisko społeczne, które sprawia, że coraz więcej osób ukrywa swoje zakażenie. Nie ma lepszego paliwa dla epidemii niż niewykryte ogniska zakaźne. 
Problem ten ma także większą skalę - globalną. Stygmatyzacja polega także na krzywdzących określeniach łączących wirusa z Chinami oraz z Azją, co prowadzi do aktów nienawiści i rasizmu. Jeśli ktoś w Twoim otoczeniu używa określenia "chiński wirus" - zwróć mu uwagę, że to niewłaściwe sformułowanie. W dziejach każdej pandemii szukano winnych wśród przedstawicieli jakiegoś narodu czy mniejszości. W średniowieczu osoby należące do mniejszości religijnych obwinianych za wybuchy epidemii palono na stosach. Dziś nasze stosy płoną w internecie. Chcemy myśleć o sobie, jako o dzieciach niewyobrażalnego postępu cywilizacyjnego, więc zachowujmy się adekwatnie do tego określenia. Nie podkładajmy ognia.
Pandemie się zdarzają. Tak działają prawa przyrody. Jeśli potrzebujesz wytłumaczenia, nie możesz znieść myśli, że tak jest i już - zamiast szukać teorii spiskowych lub obwiniać inne narody - powiedz sobie, że natura mści się na nas za zniszczenia, jakie wyrządzamy generując tony śmieci i niszcząc naszą planetę. Ten sposób myślenia może przynajmniej przynieść jakieś korzyści. Każdy inny prowadzi do tworzenia nowych problemów.   

Pułapka nr 4.

Lęk przed zakażeniem przenoszony na lęk przed personelem medycznym - problem o którym napisałam powyżej, a który sprawia, że poza chorymi na COVID, coraz częściej umierają osoby, którym moglibyśmy pomóc, gdyby po tę pomoc się zgłosiły. 

Strach jest nam potrzebny do przetrwania, pozwala unikać niebezpieczeństw. Musimy jednak nauczyć się go kontrolować. Jeśli to on przejmie kontrolę nad nami - stracimy zdolność racjonalnego działania. 
Przyznaję - boję się dalszego rozwoju pandemii. Bywały momenty, w których obrazy dotyczące przebiegu "Hiszpanki" spadały na mnie mieszając się z danymi dotyczącymi wtedy jeszcze epidemii koronawirusa w Chinach i we Włoszech. Projekcje przyszłości wywoływały u mnie lęk, który czasem odbierał oddech. Czułam się przytłoczona i porażona. Musiałam znaleźć upust dla tej ogromnej energii, która chciała mnie spętać. Zaczęłam pisać posty na blogu i prowadzić webinary dla pediatrów. W domu stworzyłam ramowy plan dnia, bo wiem że rutyna działa kojąco i na dorosłych i na dzieci. Tworzyłam ze swoimi córkami projekty edukacyjne i plastyczne. Przekuwanie emocji w działania bardzo pomogło. Potrzebowałam czasu, aby poskromić bestię. Teraz wiem, że ona nadal tam jest. Nadal się boję, ale to ja mam kontrolę. Wiem, że jeśli będę mądrze rozgrywać swoją część walki, będzie lepiej.
Ta kontrola jest nam niezbędna, szczególnie w nagłych wypadkach, które nadal mogą się zdarzyć - koronawirus nie wymazał innych problemów z życia. Dzieci nadal chorują na zapalenie ucha, czy zakażenie układu moczowego, łamią sobie ręce i rozbijają głowy - jeśli lęk przed koronawirusem powstrzyma nas przed zasięgnięciem pomocy medycznej - może się to skończyć powikłaniami zagrażającymi ich życiu. Osoby dorosłe nadal doznają zawałów serca, czy zaostrzeń POChP. Musimy umieć ocenić co w danej chwili jest dla nas większym zagrożeniem i działać adekwatnie.    

Uwolnij się  

Jeśli wpadłeś w którąś pułapkę, dałeś się złapać w sidła stałych mechanizmów rządzących pandemią - zobacz jak wygląda teraz życie w północnych Włoszech, w Hiszpanii - niemal każdy stracił kogoś znajomego, kogoś bliskiego. Sięgnij do źródeł historycznych. Przeczytaj jak wyglądały wielkie pandemie - jak przez miesiące, a czasem lata wykańczały społeczeństwa. Zmierz się z rzeczywistością. Ujarzmij lęk. Następnie poluzuj wnyki, które Cię trzymają. Wyjdź na spacer, zaczerpnij powietrza, zadzwoń do przyjaciela. Ciesz się, że możesz z nim porozmawiać, choćby w ten sposób. Pomyśl, że nadejdzie w końcu czas, gdy usiądziecie razem przy kawie. A teraz - nie spieprzmy tego, żebyśmy mogli się spotkać i wspominać jedynie jak ciężko było w izolacji... 





* Przepraszam za długość tego posta, ale jak wszystko, to wszystko.
* Zainteresowanych tematem zasad szerzenia się zakażeń i nie tylko - odsyłam do świetnej książki Adama Kucharskiego "Prawa epidemii". 

   

niedziela, 15 marca 2020

Porozmawiaj z dzieckiem o koronawirusie


#porozmawiajzdzieckiem


Wszyscy jesteśmy bardzo przejęci i zestresowani, zastanawiamy się co nas czeka. Musimy podejmować trudne decyzje z dnia na dzień, przygotować się na różne scenariusze. Czasem poziom napięcia sięga zenitu. Pamiętajmy, że przyglądają nam się i przysłuchują nasze dzieci. Ich wyobraźnia szaleje, bo przecież jeśli mama i tata się boją to koronawirus musi być naprawdę straszny. Nasze pociechy nieczęsto widują nas w takim stanie. Myślałam o tym jak rozmawiać z dziećmi o koronawirusie, o tym jak Wam pomóc w tej kwestii. Wydaje mi się, że istotne pytanie nie brzmi jednak "jak", tylko "kiedy". Jeśli do tej pory nie omówiliście tematu koronawirusa - zróbcie to jak najszybciej. Nie pozostawiajcie dzieci w ciemnościach własnych domysłów i wyobraźni pełnej demonów i potworów. Nie każcie im mierzyć się samodzielnie z lękiem przed śmiercią. Ci z Was, którzy często i otwarcie rozmawiają ze swoimi dziećmi na pewno usłyszeli już pytania "czy zachorujemy na koronawirusa?", "czy ty możesz zachorować?", "czy możesz umrzeć?", "skoro najgorzej chorują starsi to czy babcia może umrzeć?". Jeśli Wasze dzieci nie zapytały o to wprost, możecie być pewni, że takie właśnie pytania krążą po ich głowach. Dzieci werbalizują nasze najgłębsze obawy, ale musimy się z nimi zmierzyć. Odpowiadajcie uczciwie: że dzieciom nic nie grozi, bo dzieci przechodzą zakażenie łagodnie, że większość osób zdrowieje i nic złego im się nie dzieje, ale że części rzeczy nie wiecie, że też się obawiacie. Nie chodzi o obietnice bez pokrycia, ale o możliwość wyrażenia emocji, ubrania w słowa swoich obaw.

TUTAJ znajdziecie cudowny komiks do pobrania w PDF, jest także w wersji polskojęzycznej. Dla młodszych dzieci - to dobry start do rozmowy. Powodzenia!

Obraz ambermb z Pixabay 

sobota, 14 marca 2020

Miejsce nauki i każdego z nas w walce z pandemią

Sytuacja w jakiej znalazła się ludzkość jest bezprecedensowa. Groźba zachorowania jest w tej chwili realna dla każdego z nas. COVID 19 nie wybiera - chorują biedni i bogaci, pacjenci i lekarze, dyrektorzy szpitali, celebryci i sportowcy. Ryzyko ciężkiego przebiegu nie jest jednak rozłożone tak "sprawiedliwie". Im jest się starszym i ma się więcej chorób przewlekłych, t.j. nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, miażdżyca, choroby wymagające leczenia obniżającego odporność - tym większe ryzyko, że w przebiegu zakażenia potrzebne będzie leczenie szpitalne, tlenoterapia a być może nawet respirator. Włosi są jednym z najstarszych społeczeństw na świecie, ok. 1/4 ludności ma ponad 65 lat. To dlatego odnotowuje się tam teraz dużo większą śmiertelność związaną z Epidemią niż w wielu innych krajach.

Wiele osób czuje się zapewne zdezorientowanych - jeszcze niedawno wielu ekspertów wypowiadało się w uspakajającym tonie. Zewsząd słychać było, że powinniśmy się skupić na realnym dla nas zagrożeniu jakim jest grypa, a nie myśleć o odległej epidemii w Chinach. Do tej pory niektórzy przytaczają i porównują statystyki - liczby zgonów w przebiegu grypy w bieżącym sezonie, która sięgają już 100 000 oraz w przebiegu COVID 19 - "raptem" ok. 5,5 tysiąca. Jak to jest? Czy faktycznie nie taki COVID straszny? Czy to choroba łagodniejsza od grypy, albo może podobna? Skąd takie radykalne działania rządów, nie tylko polskiego? Dlaczego cały świat zatrzymuje się w biegu?

Zarówno sytuacja epidemiologiczna związana z koronawirusem SARS CoV2 jak i nasza wiedza o nim dynamicznie się zmienia. Każdy tydzień przynosi wiele nowych zachorowań ale i masę nowych wyników badań nad wirusem, obserwacji i publikacji. Wypowiedzi sprzed tygodnia czy dwóch były często adekwatne do ówczesnej sytuacji, przywoływanie ich dziś jako nietrafne - jest niepotrzebnym sianiem zamętu.

Czy COVID 19 to "taka kolejna grypa"?

W styczniu faktycznie można było liczyć na to, że Chiny opanują epidemię. Przywoływanie uwagi społeczeństwa do problemu grypy nie miało na celu zbagatelizowania zachorowań na koronawirusa, a wręcz przeciwnie - ukazanie, że co roku borykamy się z groźnymi wirusami. W przeciwieństwie do koronawirusa - mamy jednak narzędzia profilaktyki w postaci szczepień ochronnych, z których niestety mało kto korzysta. Gdyby ten przekaz skutecznie dotarł do społeczeństwa, większość zdążyłaby jeszcze zaszczepić się przeciwko grypie, a dzięki temu uniknąć zachorowania przebiegającego z gorączką i kaszlem. Na pewno ułatwiłoby to sytuację, w jakiej znajdujemy się teraz. Sezon grypy w tym roku jest szczególnie długi, nadal do gabinetów zgłaszają się pacjenci z gorączką i kaszlem - objawami wspólnymi dla grypy i COVID 19. Lekarze stoją przed ogromnym wyzwaniem diagnostycznym oraz logistycznym, a osoby udające się do placówek medycznych z powodu dolegliwości narażają się na niepotrzebny kontakt z kolejnym groźnym patogenem.

Niestety zamiast dostrzec, że grypa jest poważnym problemem dla nas, naszego systemu opieki zdrowotnej i gospodarki, uznano, że nowy koronawirus "nie jest wcale taki groźny, bo to taka kolejna grypa". Nawet przy założeniu, że COVID 19 to będzie "taka kolejna grypa" - byłoby to niepokojące. Oznaczałoby pojawienie się kolejnego, równoległego patogenu, który generuje mnóstwo problemów.
Prawdziwe oblicze grypy sezonowej to nie katarek i ból głowy. W Unii Europejskiej odnotowuje się rocznie od 25 do 100 mln zachorowań, a ok 38,5 tys osób umiera z powodu grypy. W Polsce w sezonie 2017/2018 zgłoszono niemal 5,5 mln zachorowań, z zakażeniem wiązano ponad 17 tys. hospitalizacji i 79 zgonów. W sezonie 2018/2019 z grypą wiązano 150 zgonów. Należy założyć, że dane te są niedoszacowane, ponieważ dotyczą jedynie przypadków zgłoszonych do Sanepidu. Do wielu nieuwzględnionych w raportach zgonów, gł. wśród osób starszych dochodzi na skutek dekompensacji chorób przewlekłych. Koszty bezpośrednie, związane z leczeniem grypy w Polsce rokrocznie szacuje się na ok. miliard złotych. Dodatkowo należy uwzględnić koszty związane z utratą aktywności, absencją w pracy czy szkole - te plasują się w granicach kolejnych 5 miliardów zł rocznie. Kolejne, trudne do oszacowania straty wynikają z corocznych problemów z realizacją planowych przyjęć do szpitali w sezonie grypowym – zwykle okresowo odwoływane są zabiegi planowe i przyjęcia diagnostyczne, co naraża potrzebujących na dłuższe oczekiwanie w kolejkach. Zakaz odwiedzin osób przebywających w szpitalu w okresie epidemii grypy to trudne doświadczenie, które sama przebyłam przy porodzie córek. Przykłady niekorzystnego wpływu grypy na funkcjonowanie grup społecznych można by mnożyć w nieskończoność – odwołane spotkania, udział w wydarzeniach kulturalnych i sportowych, etc. Grypa przyczynia się do znacznego zwiększenia częstości stosowania antybiotyków (szacuje się, że w sezonie grypowym w USA zużycie antybiotyków zwiększa się nawet o 30%).

Przy założeniu, że COVID 19 będzie naszą "kolejną grypą", pomnożenie powyższych liczb przez 2 już budzi niepokój. Niestety, SARS CoV2 okazał się dużo bardziej niebezpieczny niż wirusy grypy sezonowej, ponieważ charakteryzuje się znacznie większym odsetkiem powikłań i zgonów. Jeśli dopuścimy do rozprzestrzeniania się nowego koronawirusa na skalę, na jaką szerzy się grypa - żaden system opieki zdrowotnej nie będzie w stanie zapewnić odpowiedniej opieki pacjentom - zabraknie personelu medycznego, miejsc w szpitalach i przede wszystkim respiratorów.

Bardziej trafne porównanie dotyczy grypy pandemicznej - czyli tak zmutowanego wirusa, który charakteryzuje się znacznie większą śmiertelnością niż grypa sezonowa. Najbardziej znaną pandemią grypy w historii była tzw. "Hiszpanka", która w latach 1918-1920 objęła 500 mln ludzi na świecie (co stanowiło wówczas 1/3 populacji). Szacuje się, że 50 milionów ludzi na świecie, czyli co dziesiąta zakażona osoba i co trzydziesta osoba na świecie zmarła z powodu tego zakażenia.

Rola nauki

Ludzkość nie musiała mierzyć się z tak niebezpiecznym wrogiem od 100 lat. Na szczęście jesteśmy dziś na zupełnie innym etapie rozwoju wiedzy i nauki, a nasze możliwości dzielenia się informacjami są niesamowite. Pełna transparentność Chin od samego początku - od pierwszych przypadków umożliwiła znaczne przyspieszenie prac naukowych. Wiedza jest kluczem do sukcesu. Przestrzegam jednak przed chwytliwymi nagłówkami w stylu "przełom", "niesamowity sukces" itp. Przewagą współczesnej medycyny nad podejściem, jakie charakteryzowało świat nauki sto lat temu jest znajomość własnych ograniczeń. Dziś wiemy, że aby ogłosić sukces - potrzeba wielu żmudnych badań, obserwacji, wyeliminowania potencjalnych błędów w interpretacji wyników. Podchodzimy do wszelkich odkryć z ogromną pokorą. Wobec pacjentów stosujemy te metody, dla których jesteśmy pewni że korzyści przewyższają ryzyko. Leczenie eksperymentalne zawsze musi być uzasadnione przesłankami merytorycznymi, poprzedzone świadomą zgodą pacjenta i zgodne z międzynarodowymi zasadami prowadzenia eksperymentów medycznych z poszanowaniem praw człowieka. Wprowadzanie nowych leków do protokołów leczenia - oparte na wystarczających dowodach naukowych. Nie możemy w tym względzie "chodzić na skróty" i stosować szeroko metod, które pomogły wąskiej grupie pacjentów - w ten sposób wrócimy do upustów krwi. Zasada, która powinna nam przyświecać w rozwoju wiedzy i nauki to festina lente - spiesz się powoli.

Arechin, czyli chlorochina jest pierwszym lekiem zarejestrowanym w kraju do leczenia pacjentów zakażonych SARS CoV2. Nie określiłabym jednak tego jako "przełom". Doniesienia na temat potencjalnej skuteczności tego leku zaczęły pojawiać się w prasie medycznej na początku lutego, najpierw w badaniach in vitro, czyli w probówkach, a następnie w badaniach klinicznych na pacjentach, prowadzonych w Chinach i w Korei Południowej. Dotychczasowe wyniki obserwacji sugerują, że jego zastosowanie ma szansę złagodzić i skrócić przebieg choroby. Nie jest to cudowny lek zabijający koronawirusy, ale szansa na złagodzenie przebiegu to już coś. Jednocześnie jest on dosyć bezpieczny, więc uznano, że warto wprowadzić go do protokołów leczniczych. Jak duża jest skuteczność chlorochiny? Nadal nie jesteśmy tego pewni. Czas oraz kolejne badania - pokażą.

To nie tak, że nauka jest bezradna wobec nowego zagrożenia - korzystamy z jej osiągnięć na każdym kroku. To dzięki wynikom badań naukowych wiemy jak długo izolować pacjentów, jak skutecznie chronić się przed wirusem, dzięki nauce wiemy w jaki sposób prowadzić terapię tlenem a w razie potrzeby respiratoroterapię. Każda decyzja, która chroni nas przed zakażeniami oraz pomaga ratować życie osób chorych - jest podyktowana skrupulatną analizą naukową. Ostatecznie nauka znajdzie też skuteczne szczepienia oraz leki zabijające koronawirusy, jestem tego pewna. Obawiam się jednak, że jeśli po drodze media 10 razy ogłoszą "przełom" - ludzie zniechęcą się i nie będą chcieli po nie sięgać. Dokładnie tak, jak w przypadku grypy.

Obraz Belova59 z Pixabay 

Co dalej?


Chiny ogromnym wysiłkiem oraz poświęceniem ze strony milionów obywateli opanowały epidemię COVID 19. Przed nimi czas kolejnych trudnych decyzji - nagły powrót do starego trybu życia (sprzed epidemii), stworzy grunt dla ponownej fali epidemii. Tymczasem to nam - Europejczykom nie udało się ustrzec przed szerzącymi się zakażeniami. Europa stała się nowym centrum pandemii SARS CoV2. Dzięki Chińczykom, a następnie Włochom, którzy wdrożyli szereg restrykcji otrzymaliśmy jednak "w prezencie" czas - ich działania opóźniły rozprzestrzenianie się zakażeń na dużą skalę. Otrzymaliśmy też wiedzę opartą o ich doświadczenia - dowody na to, że izolacja i zwiększanie dystansu społecznego w połączeniu z rygorystycznym przestrzeganiem zasad higieny rąk oraz dezynfekcji powierzchni jest w stanie spowolnić przebieg epidemii. Zamknięcie wszystkich miejsc spotkań międzyludzkich, które nie są nam absolutnie niezbędne oraz granic kraju ma właśnie taki cel. Jest to działanie oparte o dowody naukowe. Fakt, że nasz rząd kieruje się takimi przesłankami w podejmowaniu decyzji jest dla mnie niezwykle budujący.

Mimo, że granice krajów są przywracane - bardziej niż kiedykolwiek ludzkość jednoczy się teraz we wspólnej walce. #zostanwdomu oraz apel o mycie rąk przetłumaczone są na wszystkie języki i docierają do każdego zakątka świata. Słuchajcie komunikatów ministerstwa zdrowia i stosujcie się do nich. Sytuacja zmienia się bardzo dynamicznie. Wszelkie ograniczenia i restrykcje mają na celu naszą ochronę. Czeka nas długi i trudny czas - miesiące ograniczania liczby zakażeń tak, aby nie przekroczyć możliwości systemu opieki zdrowotnej. Naukowcy pracują nad szczepieniami oraz skutecznym leczeniem, ale ich praca nie polega na kontemplacji i czekaniu na przełom, potrzebują czasu na obserwacje oraz gromadzenie wiarygodnych danych. Teraz jednak to od WAS zależy przebieg zdarzeń. 






wtorek, 10 marca 2020

Koronawirus - jak żyć?

Z dnia na dzień w Europie rośnie liczba osób zakażonych "nowym koronawirusem" SARS CoV2. Dyrektor generalny WHO przyznał, że ryzyko pandemii jest już bardzo duże ale i będzie to pierwsza pandemia, którą da się kontrolować. Doświadczenia chińskie pokazują, że przy odpowiedniej determinacji oraz tempie działań - jesteśmy w stanie spowolnić i ograniczyć zasięg epidemii. Zdecydowana większość zakażeń przebiega z objawami chorobowymi, a wśród nich - dominuje podwyższona temperatura ciała. W Chinach, gdzie udało się znacznie zmniejszyć liczbę zachorowań i mimo ogromnych rozmiarów epidemii - opanować sytuację, kluczem do sukcesu okazało się bardzo restrykcyjne przestrzeganie zasad kwarantanny, izolacji oraz monitorowanie temperatury ciała na każdym kroku. Zamknięto wszelkie miejsca spotkań międzyludzkich, a w miejscach do których od czasu do czasu trzeba się udać, t.j. sklepy czy poradnie - na wejściu mierzona jest temperatura ciała. Osoby z choćby stanem podgorączkowym odsyłane są do wyznaczonych placówek, gdzie wykonuje się badania diagnostyczne i podejmuje odpowiednie kroki - hospitalizacja/kwarantanna domowa. Ściśle przestrzega się także zasad dezynfekcji powierzchni oraz higieny rąk.

Polska znajduje się dopiero u progu epidemii. Zapewne w najbliższych dniach będziemy świadkami efektu kuli śnieżnej, a liczba osób chorych i poddanych kwarantannie będzie się zwiększać tak jak w innych krajach europejskich. 
Większość czytelników tego bloga to młodzi, aktywni ludzie, osoby świadome zasad zdrowego stylu życia. Dla większości z nas zakażenie koronawirusem nie stanowi wielkiego zagrożenia - ponad 80% osób przechodzi infekcję łagodnie, z objawami grypopodobnymi. Mamy niewiele danych dotyczących zakażeń u dzieci, ale wygląda na to, że przechodzą je najłagodniej. Nie znaczy to jednak, że nie ulegają zakażeniu, wręcz przeciwnie, ponieważ poznają świat wszystkimi zmysłami, dotykają wszystkiego co się da, a ich ręce często wędrują do buzi - zakażają się nawet częściej niż pozostali i stanowią istotne źródło zakażeń dla innych, w tym przede wszystkim swoich dziadków. To osoby starsze oraz przewlekle chore są narażone na najcięższy przebieg zakażenia, często wymagają podawania tlenu a niejednokrotnie sztucznej wentylacji za pomocą respiratora.  


Staram się być optymistką i wiem, że w szczególnych sytuacjach nasz naród potrafi się zjednoczyć i wykazać piękną postawą. Niemniej przypomina mi się pewna nieprzyjemna scena z jednego z dyżurów: Jest godzina 23. Na oddziale i przynależnej izbie przyjęć są dwie pielęgniarki i ja (to moja 15. godzina pracy, jeszcze 9-10 do końca zmiany). Dopiero co przyjęłam 8-miesięczne niemowlę z zapaleniem opon mózgowo-rdzeniowych, szykujemy je do punkcji lędźwiowej, jednocześnie staramy się trzymać rękę na pulsie i doglądać innego bardzo chorego dziecka z zapaleniem mózgu i zaburzeniami świadomości. Do izby przyjęć zgłaszają się kolejni pacjenci - robię szybkie rozeznanie. Ośmiolatek z wysypką, nie ma żadnych niepokojących objawów, nie wymaga natychmiastowej pomocy, więc przepraszam rodziców i proszę ich o cierpliwość - wrócę do nich kiedy skończę zajmować się wymagającymi pilnych interwencji pacjentami na oddziale. Słyszę w odpowiedzi: "Nie obchodzi mnie kim się tam pani zajmuje, moje dziecko jest chore tu i teraz i ma być zbadane".  Zapewne było to impulsywne, nieprzemyślane stwierdzenie. Ale nie był to jedyny raz kiedy przez pacjentów, szczególnie w sytuacji stresu przemawiała postawa "należymisizmu". Obawiam się, że  właśnie "należymisizm" przesłoni poczucie odpowiedzialności społecznej i będzie bardzo dużą przeszkodą w podjęciu niezbędnych wyrzeczeń. Dlatego chcę zwrócić uwagę na pewien bardzo ważny fakt. 
Nawet jeżeli koronawirus nie jest bezpośrednio dla Ciebie istotnym zagrożeniem - jesteś młody, w pełni sił, wysportowany, odżywiasz się w zbilansowany sposób, unikasz przetworzonych produktów, jesz pięć posiłków dziennie i wypijasz 2 litry wody na dobę - to także twój problem. Dlaczego? Wystarczy drobnostka - pech, taki jak ostre zapalenie wyrostka robaczkowego, czy wypadek komunikacyjny i może się okazać, że nie będzie dla Ciebie miejsca w szpitalu, że nie da się przeprowadzić operacji, ponieważ wszystkie respiratory są zajęte przez ciężko chorych pacjentów z COVID 19. Albo nie ma już maseczek chirurgicznych i lekarze nie mają jak pracować na sali operacyjnej. Epidemia koronawirusa nie wymazuje wszystkich dotychczasowych problemów medycznych z jakimi do tej pory się borykaliśmy. Nasz system opieki zdrowotnej jest od lat niedofinansowany. Brakuje personelu medycznego. Brytyjczycy zapowiedzieli, że w związku z epidemią, przywrócą do pracy emerytów. U nas niemal wszyscy emerytowani lekarze i pielęgniarki pracują, nadal dyżurują łatając system. Zakażenia wśród personelu medycznego wywołane m.in. niedostatkami w zakresie środków ochrony osobistej dodatkowo pogrążą sytuację. Nie stać nas jako społeczeństwa na epidemię na skalę włoską.    
Obraz Brian Merrill z Pixabay 

Od około 30 lat korzystamy z przywilejów wolności oraz demokracji. Być może zapędziliśmy się już w konsumpcjonizmie oraz egocentryzmie i zapominamy, że prawa każdego człowieka ograniczone są prawami innych ludzi, a "władza" nie jest już naszym wrogiem - jej rolą jest nasza ochrona. Każdy z nas, zamiast drwić i pielęgnować jak nam się zdaje niezbywalne prawa do swobodnego życia - powinien naprawdę przemyśleć jak zmienić swoje nawyki w tym wyjątkowym czasie. 

Podstawowe zasady profilaktyki opisano tutaj. 

Ponadto przemyśl jakie elementy życia codziennego są dla Ciebie tak istotne, że nie jesteś w stanie żyć bez nich przez najbliższych kilka tygodni (W UK i Niemczech prognozy mówią o 3 miesiącach trwania epidemii). 

- Zrezygnuj z wyjść na imprezy, do kin, teatrów, na sale zabaw i we wszelkie inne miejsca skupiające większe grupy ludzi. Zastąp je aktywnością na otwartym powietrzu i kameralnymi spotkaniami z bliskimi w domu (oczywiście o ile są zdrowi).
- Jeśli możesz - unikaj środków transportu zbiorowego. Przesiądź się na rower. Jeśli nie ma innego wyjścia - korzystaj z komunikacji miejskiej, ale przemyśl dobrze każdą podróż - każdy przejazd którego uda Ci się uniknąć, to o jedno potencjalne spotkanie z osobą chorą mniej. 
- Rób zakupy poza godzinami szczytu lub korzystaj z zakupów internetowych. Jeśli w twoim otoczeniu są osoby starsze lub przewlekle chore - pomóż im, aby nie musiały wychodzić z domu. 
- Odłóż planowane na najbliższy czas podróże, szczególnie w rejony o większej liczbie zachorowań.
- Postaraj się tymczasowo zastąpić osobiste uczestniczenie w ceremoniach religijnych i kulturalnych śledzeniem ich za pomocą mediów. 
- Jeśli Twoje dzieci są chore - zostań z nimi w domu. Nie pozwalaj w tym czasie na kontakt z osobami starszymi ani przewlekle chorymi.
- Jeśli jesteś chory - zostań w domu. Jeśli podejrzewasz u siebie lub swoich bliskich COVID-19 zastosuj się do porad zamieszczonych TUTAJ
- Ogranicz wizyty w placówkach opieki zdrowotnej i aptekach do absolutnego minimum.

Być może wydaje się to Wam zbyt rygorystyczne albo zbyt wczesne. Może tak jak wiele osób liczycie, że wraz z nadejściem ciepłej pogody problem "sam się rozwiąże". Wszyscy eksperci przestrzegają jednak przed taką postawą - nie znamy jeszcze wystarczająco nowego koronawirusa, nie wiemy jak się zachowa. Nie możemy czekać biernie polegając na teoretycznych, niepotwierdzonych przesłankach. Wirus pokazał już, że potrafi szerzyć się w temperaturach typowych dla naszej wiosny. Być może jego aktywność nieco spadnie, może będzie krócej żył poza organizmem człowieka. BYĆ MOŻE. A co jeśli tak nie będzie? Nie dajmy się zaskoczyć. Bądźmy przygotowani i solidarni. Im bardziej się postaramy, im więcej odmówimy sobie teraz - tym szybciej będziemy mogli wrócić do beztroskiego życia.     

sobota, 7 marca 2020

3 powody dla których komercyjne badania serologiczne na koronawirusa nie mają sensu

Laboratoria świadczące usługi komercyjne wprowadziły już do swoich ofert badania serologiczne w kierunku SARS CoV2, czyli "nowego koronawirusa". Czy ich wykonanie ma jakiekolwiek uzasadnienie?
 

3 powody dla których jest to zły pomysł:

1. Kwestia odpowiedzialności społecznej

Po pierwsze dlatego, że jeśli komukolwiek przyjdzie do głowy, że mógł zarazić się koronawirusem, tzn. był w rejonach endemicznych i źle się czuje lub miał kontakt z kimś podejrzanym o zakażenie - absolutnie nie powinien włóczyć się po laboratoriach i narażać na potencjalne zakażenie pracowników laboratorium, ani działać "na własną rękę", tylko zgłosić do sanepidu lub na oddział zakaźny. Pełna instrukcja postępowania TUTAJ. 

2. Kwestia nieodpowiedniej metody

Po drugie dlatego, że diagnostyka zakażenia opiera się na stwierdzeniu materiału genetycznego wirusa w organizmie badanej osoby metodami PCR. Dodatni wynik takiego badania mówi z bardzo dużą dokładnością, że konkretnie ten "nowy" koronawirus jest teraz obecny w organizmie badanej osoby.

Badania serologiczne, czyli badania obecności przeciwciał IgM i/lub IgG we krwi badanej osoby pokazują, czy miała ona kontakt z wirusem ale nie mówią o aktualnym zakażeniu. Przeciwciała to "produkt" naszego układu odpornościowego - coś, co wytwarza organizm człowieka w odpowiedzi na kontakt z mikrobem, a ich produkcja zajmuje zwykle trochę czasu (przeciwciała IgM powstają zazwyczaj po 2 tygodniach, a IgG - jeszcze później, za to utrzymują się długo - przez wiele miesięcy, a czasem całe życie). Przeciwciała pozostają dodatnie długo, kiedy wirusa już dawno nie ma w organizmie i odwrotnie - we wczesnej fazie zakażenia, gdy organizm nie zdążył ich jeszcze wytworzyć - wyniki badania będą ujemne.

3. Kwestia standardów

Jedynie akredytowane laboratoria, posługujące się wystandaryzowanymi testami mogą prowadzić diagnostykę zakażeń SARS CoV2. Dotychczas nie opracowano miarodajnych testów serologicznych. Dostępne obecnie testy komercyjne nie są wystandaryzowane i z dużym prawdopodobieństwem wskażą nam czy mieliśmy kontakt z jakimkolwiek koronawirusem, czyli np. przeziębieniem. Na ich podstawie nie można zdiagnozować COVID 19. 


Podsumowując - nie ma najmniejszego sensu wykonywać badań na własną rękę. Ich wyniki mogą uśpić naszą czujność albo wręcz przeciwnie, napędzić nam niepotrzebnie stracha.

Doświadczenia chińskie pokazują, że epidemię SARS CoV2 da się zatrzymać, a przynajmniej znacznie spowolnić, co da nam czas na opracowanie skutecznych leków i szczepień. Niemniej zasady "gry" są bardzo rygorystyczne - wszyscy musimy działać według tych samych reguł. Tylko szybka diagnostyka wszystkich zakażonych osób, ich izolacja oraz obserwacja osób z ich kontaktu mogą pozwolić nam wygrać.
Opracowanie miarodajnych testów serologicznych, które pozwolą odróżnić przebyte COVID 19 (chorobę wywołaną przez "nowego" koronawirusa) od innych zakażeń wywoływanych przez koronawirusy, t.j. przeziębienia jest bardzo istotne. Kiedy zbadamy za ich pomocą mieszkańców Wuhan - zobaczymy ilu z nich faktycznie uległo zakażeniu, ale przebyło je w sposób bezobjawowy lub skąpoobjawowy. Dzięki temu lepiej poznamy epidemiologię wirusa i będziemy lepiej wiedzieć na co się szykować. Póki co - prace nad tymi badaniami trwają a my powinniśmy skoncentrować się na zasadach prewencji opisanych tutaj. 

poniedziałek, 2 marca 2020

Koronawirus ukryty

Czy jesteśmy ofiarami spisku?

Wokół pełno głosów, że skoro zakażenia koronawirusem wykryto już w niemal wszystkich krajach Europy, w tym u większości naszych sąsiadów, to na pewno u nas też, ale jest to ukrywane.
Ukrywanie zakażenia to absurd, który nie leży w niczyim interesie. Szybka identyfikacja przypadków zakażenia, ich izolacja oraz zidentyfikowanie i kwarantanna osób, z którymi kontaktował się zakażony w ciągu minionych 14 dni, to póki co jedyna metoda dająca nadzieję na spowolnienie postępu epidemii. Sytuacja epidemiologiczna rozwija się bardzo dynamicznie, ale na obecnym etapie chyba nikt nie łudzi się już, że SARS CoV2, czyli "nowy koronawirus" ominie Polskę. Dlaczego zatem nadal nie mamy żadnego przypadku? Dużo zależy od strategii podjętej przez dany kraj - w jednych poszukiwanie osób, które mogły ulec zakażeniu, np. wśród podróżnych jest bardziej aktywne, wówczas wykrywa się wiele przypadków, w tym znaczną część u osób, które przechodzą zakażenie łagodnie i pewnie same nie pomyślałyby raczej o tym, że mogą mieć COVID 19. W innych (tak jak w Polsce) - czeka się na zgłoszenia ze strony objawowych pacjentów po powrocie z rejonów endemicznych. Wówczas wiele zależy m.in. od świadomości społecznej.

Kiedy zacząć i jak chronić się przed koronawirusem?

Potwierdzenie pierwszego przypadku COVID-19 w Polsce to kwestia czasu, pewnie niedługiego. Czy ten pierwszy przypadek zmieni tak wiele w naszej świadomości? Patrząc na mapę świata i Europy - osobiście nie czekam na pierwszego pacjenta w Polskim szpitalu. W zasadzie od czasu rozpoczęcia sezonu grypowego, jak co roku staram się unikać niepotrzebnych wyjść w zatłoczone miejsca (tak, ominęły mnie wyprzedaże w centrach handlowych, na szczęście mamy możliwość zakupów internetowych) i jeszcze bardziej niż zwykle dbać o higienę rąk. Mycie rąk, to pierwsza czynność jaką wykonujemy po powrocie do domu, a także przed każdym posiłkiem, zawsze po korzystaniu z toalety czy zmienianiu pieluszki synkowi, po czyszczeniu nosa, kiedy tylko są widocznie zabrudzone oraz po kontakcie z surowym mięsem, jajami itp. Myjemy ręce także poza domem - kiedy to możliwe, np. przed posiłkiem w restauracji, po zabawie na placu zabaw jeśli w pobliżu są toalety itp. Myjemy owoce i warzywa przed jedzeniem. Staramy się unikać dotykania okolic twarzy - robimy to odruchowo, ale kiedy pilnujemy się nawzajem - mamy szansę choć trochę zapanować nad tym odruchem. Nasze paznokcie są krótko obcięte (choć uważam wiele form tipsów za estetyczne - nie mogłabym ich nosić, bo wiem że w świecie mikro - estetyka to nie to samo co higiena) i utrzymywane w czystości. Teraz te działania mają kolejne ważne uzasadnienie. Tak jak dbanie o zbilansowaną dietę, zdrowy (odpowiednio długi) sen oraz ruch na świeżym powietrzu.

Chcę podzielić się z Wami jeszcze jedną refleksją. Uważam wszelkie insynuacje o "ukrywaniu koronawirusa" przedstawiane w sposób publiczny przez osoby odpowiedzialne za nasze bezpieczeństwo za działanie skandaliczne i szczyt egoizmu! Istnieje całkiem spore prawdopodobieństwo, że za kilka tygodni będziemy musieli podjąć konkretne działania ochronne, nieco bardziej rozbudowane niż te, które przed chwilą wymieniłam. Wówczas potrzebne będą nam do tego autorytety -  decydenci, eksperci zdrowia publicznego, lekarze, epidemiolodzy. Będziemy musieli słuchać tego, co mają do powiedzenia i stosować się do ich porad. Burzenie zaufania społecznego wobec nich u progu zagrożenia epidemiologicznego dla rozgrywek politycznych  -w moich oczach dyskwalifikuje takie osoby z życia publicznego. 

sobota, 29 lutego 2020

Koronawirus - praktyczne porady

Eksperci dyskutują nad tym, czy czas określić obecną sytuację pandemią. Dla nas - "zwykłych obywateli" - nie ma to większego znaczenia. Liczy się fakt, że SARS-CoV2 ma potencjał pandemiczny i jest na drodze ku jego wykorzystaniu. To, czy za pół roku, może za rok osiągną consensus co do tego, że COVID-19 pochłonęło wystarczająco dużo ofiar aby uznać pandemię, czy nie - zależy w dużej mierze od naszej postawy już dziś. Póki co, nadal jesteśmy w stanie wyśledzić wszystkie kontakty osób chorych i w miarę skutecznie stosować podstawowe środki kontroli epidemiologicznej, czyli: WCZESNE WYKRYWANIE PRZYPADKÓW ZAKAŻENIA oraz WCZESNA IZOLACJA OSÓB ZAKAŻONYCH ORAZ OSÓB Z ICH KONTAKTU. Poza rejonami epidemicznymi, głównie: Chinami, Koreą Południową, Iranem oraz Włochami, nie stwierdzono na razie transmisji wirusa w społeczeństwie niezwiązanej z udokumentowanym kontaktem z osobą powracającą z rejonów endemicznych. Niemniej sytuacja epidemiologiczna jest napięta i najwyższa pora, aby nauczyć się odpowiednio postępować i przygotować do ewentualnego szerzenia SARS-CoV2 w populacji.

Pojawiły się cenne materiały informacyjne na stronie GIS: https://gis.gov.pl/aktualnosci/przydatne-materialy-o-koronawirusie/

Najważniejsze zasady dotyczą obecnie osób powracających z rejonów endemicznych. 

Na dzień 28.02.2020 uznaje się za nie: Chiny, Hongkong, Koreę Południową Włochy, Iran, Japonię, Tajlandię, Wietnam, Singapur i Tajwan.

Jeśli wróciłeś z tych rejonów w ciągu minionych 14 dni lub miałeś/miałaś kontakt z kimś z podejrzeniem COVID-19 lub potwierdzonym zakażeniem SARS CoV2 gdziekolwiek na świecie:


Większość osób zakażonych może i powinno pozostać w domu. Około 80% ludzi przechodzi COVID-19 łagodnie. To niezwykle ważne, żeby nie "roznosić" ewentualnego zakażenia. Śmiertelność w grupach ryzyka jest wysoka - chcemy chronić w ten sposób osoby narażone na ciężki przebieg i zgon. W wytycznych jasno i jednoznacznie stwierdza się, żeby w razie potrzeby najpierw dzwonić do Sanepidu lub na oddziały zakaźne. Placówka przygotuje Ciebie do transportu i siebie do przyjęcia Cię na oddział albo wskaże jak postępować pozostając w domu. Jeżdżąc po szpitalach "w ciemno" możesz odbić się od drzwi zapełnionego oddziału, a przy okazji - przenieść zakażenie na innych pacjentów.

Wizyty w POZ wydłużą czas działania i także sprzyjają transmisji zakażenia na kolejnych pacjentów. Podobnie wygląda problem wyjść do apteki, do sklepów - jeśli podejrzewasz u siebie zakażenie - poproś kogoś o zrobienie zakupów i zostawienie ich pod drzwiami. Unikaj wszelkich bliskich kontaktów. Jeśli koniecznie musisz wyjść z domu - załóż maseczkę. Jeśli takiej nie masz - staraj się zawsze zakrywać usta przy kaszlu, kichaniu zgięciem łokcia. Nie korzystaj z transportu publicznego. Jeśli nie wiesz jak dostać się do szpitala - zadzwoń na pogotowie i powiedz, że wróciłeś z rejonu objętego epidemią lub miałeś/-aś kontakt z wirusem.

Często myj i dezynfekuj ręce!

KIEDY POWINNA ZOSTAĆ ZASTOSOWANA OBSERWACJA DOMOWA:
- Jeśli mieszkasz w zasięgu 60 min od szpitala.
- Jesteś w stanie samodzielnie o siebie zadbać albo jest przy Tobie opiekun, który Ci w tym pomoże.
- W Twoim domu nie ma osób narażonych na ciężki przebieg zakażenia: starszych >65 r. ż., w immunosupresji, ciężarnych, niemowląt, z chorobami przewlekłymi.
- Przechodzisz infekcję łagodnie, tzn.: masz gorączkę (nawet wysoką), kaszel, osłabienie, bóle mięśni, ból głowy, ból gardła, katar, możliwa biegunka.
- Nie masz objawów alarmujących.
UWAGA! Obecnie praktycznie wszyscy pacjenci gorączkujący, powracający z rejonów endemicznych są przyjmowani w placówkach medycznych w celu wykonania badań w kierunku SARS-CoV2. Jednak w razie rozwoju epidemii - sama gorączka nie powinna być powodem zgłaszania się do poradni, szpitala - chyba że występują inne kryteria, np. objawy alarmujące (patrz poniżej) lub dana osoba należy do grupy ryzyka. Podczas rozmowy telefonicznej mającej na celu ocenę Twojego stanu - w zależności od niego oraz ogólnej sytuacji epidemiologicznej - wskazana zostanie ewentualna potrzeba zgłoszenia się do placówki medycznej. Wizyty w placówkach medycznych tylko z powodu gorączki, która występuje u 97% chorych mogą 1) przeciążyć system 2) sprzyjać rozprzestrzenianiu zakażenia.

Zasady organizacji życia w warunkach izolacji domowej zostaną opisane w odrębnym poście.

KIEDY POTRZEBNA JEST POMOC MEDYCZNA:
Jeśli pojawią się objawy alarmujące natychmiast zadzwoń po pogotowie ratunkowe (poinformuj o potencjalnym kontakcie z SARS CoV2 - karetka i ratownicy muszą być odpowiednio przygotowane) lub udaj się bezpośrednio na oddział zakaźny. (Wskazany jednak kontakt telefoniczny przed zgłoszeniem, o ile to możliwe).
OBJAWY ALARMUJĄCE
- duszność, trudności w oddychaniu, wysiłek przy zaczerpnięciu powietrza (u dzieci widać jak pracują mięśnie szyi oraz między żebrami przy oddychaniu),
- liczba oddechów > 30/minutę dla osób >5 lat; 40/minutę w wieku 1-5 lat; 50/minutę w wieku 2-12 miesięcy oraz 60/min do 2.miesiąca życia;
- spadek wysycenia hemoglobiny tlenem < 93-95% (wiele smartfonów, smartwatchy, bandów itp. ma możliwość mierzenia saturacji)
- zaburzenia świadomości
- brak możliwości zapewnienia odpowiedniej podaży pokarmów i płynów drogą doustną
Jeśli nie jesteś pewien, czy Twoje objawy należą do łagodnych - zadzwoń na oddział zakaźny lub infolinię NFZ.

Kolejny wpis będzie zawierał informacje dotyczące postępowania dla ogółu społeczeństwa.

Już teraz zacznij ćwiczyć odpowiednią technikę mycia rąk - licząc do 10 w czasie namydlania i ponownie do 10 w czasie opłukiwania wodą. 

środa, 26 lutego 2020

Koronawirus już nie tylko z Chin

Czy grozi nam epidemia?


Zacznijmy od aktualizacji wiedzy na temat "nowego koronawirusa"
1) Zyskał on nową nazwę - funkcjonuje obecnie jako SARS - CoV2
SARS to zespół ostrej niewydolności oddechowej, czyli powikłanie do jakiego prowadzi zakażenie z niemałą częstotliwością. CoV2 dla odróżnienia nowego koronawirusa od wcześniejszego szczepu odpowiedzialnego za epidemiczne występowanie zespołu SARS, o którym wspominałam w poprzednim poście.
2) Chorobę wywoływaną przez SARS- CoV2 określa się mianem COVID - 19.

Co wiemy o SARS - CoV2?

1) Okres inkubacji, czyli od kontaktu z osobą zakażoną do rozwinięcia objawów chorobowych trwa 1-14 dni, a zazwyczaj 5-6 dni.
2) Wirus przenosi się z człowieka na człowieka. Źródłem zakażenia są osoby chore. Do zakażenia dochodzi poprzez kontakt z osobą chorą - drogą kropelkową oraz przez skażone powierzchnie (w otoczeniu chorej osoby).
3) Do najczęstszych objawów należą gorączka, suchy kaszel, bóle mięśni. Niektóre osoby mają także objawy ze strony przewodu pokarmowego - bóle brzucha, biegunkę. Duszność i problemy z oddychaniem to objawy wskazujące na ciężki przebieg. Zwykle nie pojawiają się one od razu, a dopiero po kilku dniach choroby.
4) Najciężej chorują osoby starsze oraz obciążone chorobami przewlekłymi.

Czego jeszcze nie wiemy? 

Eksperci i naukowcy stale gromadzą dane dotyczące SARS - CoV2 i COVID-19, toczy się prawdziwy wyścig z czasem. Pytań jest mnóstwo, oto niektóre z najważniejszych:
1) Czy możliwe jest zakażenie bezobjawowe - dotychczasowe obserwacje, szczególnie w Chinach wskazują, że najprawdopodobniej TAK.
2) Czy osoba bezobjawowa może być źródłem zakażenia? - prawdopodobnie odpowiedź także brzmi TAK
3) Jaki jest odsetek osób przechodzących zakażenie bezobjawowo?
4) Kiedy osoba zakażona zaczyna być zakaźna i kiedy przestaje zarażać? - Najwięcej wirusów wydziela się w fazie objawowej choroby, ale prawdopodobnie osoba zakażona zaczyna być zakaźna już zanim rozwinie objawy infekcji.
5) Czy do zakażenia dochodzi jedynie drogą kropelkową? - materiał genetyczny wirusa wykryto także w kale osób chorych, ale nie jest jeszcze pewne czy wirusy mogą rozprzestrzeniać się drogą fekalno-oralną.
6) Czym leczyć osoby chore? - obecnie dysponujemy jedynie leczeniem objawowym, badania kliniczne nad skutecznością różnych leków trwają w Chinach.
7) Czy przebieg kliniczny jest taki sam w różnych populacjach czy różni się w zależności od rasy/ szerokości geograficznej?
8) Jak przebiega zakażenie u dzieci? U noworodków? Ciężarnych? Czy matka może przekazać wirusa dziecku przez łożysko?

Odpowiedzi na powyższe pytania, pomogłyby nam określić ryzyko rozwoju epidemii w Europie, w tym w Polsce, ale niestety nie dysponujemy taką wiedzą. Każda próba określenia co nas czeka i na jaką skalę to w dużej mierze wróżenie z fusów i póki co - w tych kategoriach należy odbierać wszystkie spekulacje.

Na czym stoimy?

Nadal najwięcej zachorowań na COVID-19 odnotowuje się w Chinach i trzeba przyznać, że zważywszy na skalę epidemii - Chińczykom udało się doprowadzić do pewnej "stabilizacji" sytuacji epidemiologicznej, a eksperci na początku lutego zaczęli patrzeć na sytuację w Chinach z pewną dozą optymizmu. Niestety został on zredukowany poprzez pojawienie się nowych istotnych ognisk zakażenia poza Chinami - w Azji i w Europie.

25.02.2020 r. Główny Inspektor Sanitarny wymienił rejony, do których nie zaleca się podróżować z uwagi na ryzyko epidemiologiczne (stanowisko to jest regularnie aktualizowane):

"Z punktu widzenia zagrożenia epidemiologicznego, Główny Inspektor Sanitarny nie zaleca podróżowania do Chin oraz Korei Południowej, Włoch (w szczególności do regionu Lombardia, Wenecja Euganejska, Piemont, Emilia Romania, Lacjum), Iranu, Japonii, Tajlandii, Wietnamu, Singapuru i Tajwanu."

Czy SARS - CoV2 pojawi się w Polsce? 

Najprawdopodobniej tak. Północne Włochy to jeden z ulubionych kierunków turystycznych Polaków w miesiącach zimowych. Pierwsze przypadki zapewne pojawią się w najbliższych dniach w województwach, które właśnie skończyły ferie zimowe. Oddziały zakaźne są przygotowane na takich pacjentów.

Czy grozi nam klęska epidemiologiczna?

Nie wiadomo - przede wszystkim dlatego, że nie wiemy jaki odsetek zakażeń jest bezobjawowych/skąpoobjawowych i czy osoby takie są zakaźne - nie wiemy czy sytuacja, którą obserujemy we Włoszech (obecnie niemal 400 zakażeń oraz pojedyncze zakażenia "wywiezione" z Włoch do innych krajów europejskich) - to cały obraz panującej tam epidemii, czy jedynie szczyt góry lodowej.

W ciągu najbliższych dwóch tygodni okaże się, czy Polacy spędzający ferie zimowe we Włoszech mieli szczęście i wrócili zdrowi, czy doszło do zakażeń i jak licznych? Być może jedynie pojedynczych, dla których uda się wyśledzić wszystkie kontakty, przeprowadzić izolację w warunkach domowych, a jeśli zajdzie taka konieczność - szpitalnych i na tym skończy się polski wątek SARS-CoV2. Nie wykluczonej także, że wirus rozprzestrzeni się w społeczeństwie w dużym tempie. Bardzo wiele zależy teraz od postawy powracających turystów. Jest to czas sprawdzianu zarówno dla poczucia odpowiedzialności obywatelskiej jak i wydolności systemu nadzoru epidemiologicznego. Czy chęć pójścia do kina czy na zakupy do galerii handlowej przeważy nad zdrowym rozsądkiem osób, które były w ostatnim czasie w wymienionych miejscach? Czy decydenci wdrożą odpowiednio wcześnie środki zapobiegania szerzeniu zakażeń, czy przeważy atmosfera sielanki serwowana w ramach kampanii wyborczej?

To nasze lokalne pytania, na które nie mamy jeszcze odpowiedzi.

Co pozostaje w naszych rękach?

Powyższe pytanie ma podwójny wymiar - metaforyczny oraz dosłowny, bo mycie rąk z zachowaniem wszystkich reguł wskazanych w komunikacie GIS jest jedną z podstawowych zasad ochrony przed zakażeniem. Obecnie najważniejsze, co powinniśmy robić, aby nie dopuścić do poważnej epidemii i ograniczyć zachorowania do minimum to:

1) Osoby, które w ciągu minionych 14 dni były w wymienionych w komunikacie GIS miejscach, powinny dostosować się do zaleceń ujętych TUTAJ.

2) Osoby planujące wyjazd we wskazane rejony powinny z niego zrezygnować.

3) Wszyscy powinni dbać o odpowiednie nawyki higieniczne: częste myce rąk; higiena kaszlu - tzn. zasłanianie ust łokciem a nie dłonią; unikanie dotykania twarzy (robimy to często bezwiednie, więc zwracajmy sobie nawzajem uwagę aby tego unikać).Odpuśćmy sobie także śledzenie "nowinek" dotyczących koronawirusa w tabloidach i na łamach portali, którym zależy jedynie na liczbie wyświetleń, a nie na rzetelnej informacji. Po niemal 6 latach pracy na oddziale zakaźnym wiem, że tylko spokój nas uratuje. Jeśli chcesz faktycznie wiedzieć co się dzieje i jak postępować, odwiedzaj następujące strony:


  1. ECDC: https://www.ecdc.europa.eu/en/novel-coronavirus-china
  2. WHO: https://www.who.int/emergencies/diseases/novel-coronavirus-2019
  3. Oraz śledź zalecenia Głównego Inspektora Sanitarnego j.w.


wtorek, 4 lutego 2020

Nowy koronawirus z Chin

Słowniczek

  • 2019 nCoV - nowy koronawirus z Chin  
  • SARS CoV - koronawirus wywołujący  ciężki ostry zespół oddechowy (SARS od ang. severe acute respiratory syndrome) 
  • MERS CoV - koronawirus wywołujący Bliskowschodni zespół oddechowy, MERS (od ang. Middle East respiratory syndrome)
  • PCR - reakcja łańcuchowa polimerazy, polegająca na powielaniu materiału DNA w warunkach laboratoryjnych, wykorzystywana testach na obecność nowego koronawirusa


W skrócie:


  1. 2019 nCoV to nowy koronawirus, który pojawił się w grudniu w 2019 r. w Chinach, najprawdopodobniej na skutek mutacji szczepu odzwierzęcego. Pierwsze zachorowania pojawiły się u pracowników targu rybnego w Wuhan.
  2. Nie mamy jeszcze pełnej wiedzy dotyczącej nowego wirusa, przedstawione informacje opierają się na dotychczasowych danych, ale przedstawione fakty i zalecenia mogą z czasem ulec zmianie.
  3. Działania prowadzone przez organy epidemiologiczne pod nadzorem WHO (identyfikacja wszystkich chorych i osób z ich kontaktu oraz ich izolacja) mają na celu przede wszystkim przerwanie cyrkulacji wirusa w środowisku i zlikwidowanie zagrożenia jakim jest 2019 nCoV.
  4. 2019 nCoV wywołuje choroby dróg oddechowych o zróżnicowanym przebiegu, od objawów przypominających grypę (gorączka, kaszel), przez zapalenia płuc, po niewydolność oddechową i zgon.
  5. Obecnie epidemia 2019 nCoV ma miejsce w Chinach; pojedyncze przypadki stwierdzono w innych krajach - aktualne informacje znajdują się na stronie WHO.
  6. Aby doszło do ryzyka zakażenia konieczny jest 1) wyjazd w rejony objęte epidemią (Chiny) lub 2) kontakt z osobą powracającą z tych rejonów lub 3) kontakt z osobą chorą z potwierdzonym zakażeniem 2019 nCoV. 
  7. Nie ma jeszcze pewnych informacji dotyczących źródła nowego wirusa ani jego zakaźności. Wiadomo, że wirus może przenosić się z człowieka na człowieka. Najprawdopodobniej główną drogą szerzenia się wirusów pomiędzy ludźmi jest droga kropelkowa, do zakażeń może dochodzić także poprzez kontakt ze skażonymi powierzchniami. Kolejnym ważnym źródłem zakażeń jest zapewne kontakt ze zwierzętami. Dlatego do grup szczególnie narażonych na zachorowanie należą - bliscy chorych; medycy sprawujący opiekę nad chorymi oraz hodowcy zwierząt i pracownicy na targu, gdzie prowadzi się handel żywymi zwierzętami. nic nie wskazuje na to, aby 2019 nCoV miał zdolność przetrwania wielu dni poza organizmem człowieka, zatem korzystanie z przedmiotów “made in China” nie stanowi zagrożenia.
  8. Największym ryzykiem ciężkiego zachorowania i zgonu w przebiegu choroby wywołanej 2019 nCoV obarczone są osoby starsze oraz przewlekle chore, głównie ze schorzeniami dróg oddechowych.
  9. Trwają badania nad samym wirusem, a także skutecznym leczeniem oraz szczepionkami.

Skąd wzięły się nowe koronawirusy i dlaczego uznaje się je za groźne?

Koronawirusy to dość liczna rodzina wirusów wywołujących zakażenia wśród ludzi oraz wśród zwierząt. Dotychczas większość szczepów koronawirusów krążących wśród ludzi związana była z chorobami dróg oddechowych - przeważnie o łagodnym, przeziębieniowym przebiegu. W XXI w już dwukrotnie w dochodziło do pojawienia się nowego, groźnego szczepu koronawirusów. Były to szczepy SARS - w 2003 r., oraz MERS w 2012 r. W obu przypadkach doszło do mutacji, które sprawiły, że szczepy koronawirusów występujące pierwotnie u zwierząt (SARS u cywet, a MERS u wielbłądów), zyskały zdolność przetrwania w organizmie człowieka, a następnie możliwość transmisji pomiędzy ludźmi. W ten sposób powstały szczepy, z którymi jako ludzie nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia i wobec których (teoretycznie) wszyscy są podatni na zakażenie. Jest niemal pewne, że tak było i w przypadku nCoV 2019, który pojawił się w Chinach w grudniu 2019 r. Pierwsze zakażenia (i wiele następnych) stwierdzono u osób, które były na targu rybnym, na którym handluje się także żywymi zwierzętami w Wuhan. 
Tak jak w przypadku poprzednich groźnych szczepów, nCoV atakuje głównie drogi oddechowe, prowadząc do objawów grypopodobnych - przede wszystkim gorączki i kaszlu, często z towarzyszącym uczuciem duszności. Według dotychczasowych danych pochodzących z Chin, gdzie odnotowano najwięcej zachorowań, u znacznego odsetka chorych przebieg zakażenia jest ciężki, tzn. wymaga hospitalizacji, podania tlenu, wspomagania oddechu, a czasem nawet intubacji i zastosowania respiratora. Dotychczas 2% zgłoszonych zachorowań zakończyło się zgonem. Na pewno dane te będą  czasem ulegać zmianom - póki co opierają się głównie o objawowe przypadki choroby, nie wiemy ile osób w obszarze objętym epidemią uległo bezobjawowemu lub łagodnemu zakażeniu. Niemniej jednak, są to niepokojące statystyki - istnieje niewiele chorób zakaźnych o tak dużym odsetku powikłań i śmiertelności. Właśnie dlatego wszystkie jednostki odpowiedzialne za nadzór epidemiologiczny na świecie zareagowały w tak wyraźny sposób, a WHO ogłosiło stan zagrożenia międzynarodowego. Celem działań, o których nieustannie donoszą media jest zdławienie epidemii “w zarodku” i choć w tym przypadku - ów zarodek jest całkiem pokaźnych rozmiarów, podjęto interwencje, które dają szansę na zatrzymanie epidemii. 

Jak rozprawić się z nową epidemią?

Póki co nie dysponujemy żadnym lekiem wobec nCoV 2019. Ruszyły prace nad stworzeniem szczepionki, ale choć proces ten jest w dzisiejszych czasach o niebo sprawniejszy niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu - na pierwsze badania kliniczne możemy liczyć najwcześniej za trzy miesiące. 
Obecnie, jedyne działania, jakie mogą zatrzymać epidemię opierają się na zamknięciu łańcucha epidemicznego. Podstawą jest wczesne wykrycie wszystkich przypadków zachorowań, namierzenie wszystkich kontaktów chorych osób i objęcie ich izolacją. W takim zamkniętym środowisku, wirus szybko straci możliwość atakowania nowych ofiar, a epidemia zakończy się - w najlepszym możliwym scenariuszu - jego całkowitym wyeliminowaniem. Właśnie dlatego wprowadzono nadzór osób powracających z Chin - w krajach wolnych od epidemii szanse na odcięcie dróg transmisji choroby są bardzo duże. 
W tym miejscu należy podkreślić jak niezwykłą postawą wykazali się Chińczycy - nie wiem, czy gdyby to w Europie lub w USA pojawiło się początkowo kilkaset nowych zachorowań, udałoby się tak sprawnie odizolować obszar zamieszkały przez ponad 30 mln ludzi. Co równie istotne, praktycznie od początku Chiny wykazują pełną transparentność dotyczącą wszelkich informacji związanych z nowym zagrożeniem - przede wszystkim udostępniono genom nowego wirusa, co pozwoliło na szybkie opracowanie testu PCR umożliwiającego diagnostykę zakażenia oraz wczesne rozpoczęcie prac nad szczepieniem. Gdyby podstawowe metody - wczesnego wykrywania i izolacji okazały się niewystarczające, będzie to kolejny bardzo ważny krok w prewencji groźnych zakażeń. 
Według ekspertów WHO, mimo, że na razie w Chinach przybywa nowych ofiar epidemii, a w wielu krajach stwierdzono zakażenia przywiezione z obszaru epidemii (i pojedyncze wtórne zakażenia osób z kontaktu) - nadal mamy szansę zatrzymać epidemię. 

Czy nCoV 2019 jest dla nas zagrożeniem?

Obecnie nowy koronawirus stanowi istotne zagrożenie jedynie w rejonach endemicznych - głównie w Chinach (aktualizowane informacje dostępne są na portalach WHO i CDC) oraz dla osób kontaktujących się z podróżnymi powracającymi z rejonów endemicznych. Osoby, które nie przebywały w strefach objętych epidemią i nie miały kontaktu z kimś, kto tam przebywał nie są zagrożone. 


Co zrobić, aby pomóc w zatrzymaniu epidemii?

Przede wszystkim - nie przeszkadzać. Media nakręcają spiralę paniki - zdaje się że zmieniły swoje cele z misji informacyjnej, właśnie na dostarczanie nadmiernych emocji. Brakuje także jednoznacznych komunikatów i informacji dla pacjentów w języku polskim. Stąd ten tekst. Niemniej jednak, kolejki pacjentów oblegających izby przyjęć i przychodnie chorób zakaźnych z powodu odbioru przesyłek z zakupami z Chin - nie pomagają w skoncentrowaniu się na przygotowaniach do ewentualnego prawdziwego zagrożenia. Nie ma powodów aby przypuszczać, że nowy koronawirus może przetrwać długą podróż poza organizmem człowieka (lub zwierzęcia). Poza tym pamiętajmy, że jesteśmy w samym środku sezonu grypowego. Jeśli nie ma potrzeby dodatkowego narażania się na kontakt z tym realnym dla nas zagrożeniem w poczekalni lekarskiej - nie róbmy tego. 

Oczywiście odradza się podróż do Chin do czasu opanowania epidemii. 

Aktywnej postawy obywatelskiej i odpowiedzialnego zgłoszenia się do placówek zajmujących się chorobami zakaźnymi wymagamy od osób, które w ciągu ostatnich 14 dni przebywały w Chinach lub wiedzą, że miały kontakt z kimś z potwierdzonym zakażeniem 2019 nCoV. W takim przypadku najlepiej skontaktować się telefonicznie z placówkami Państwowego Zakładu Higieny lub najbliższym oddziałem zakaźnym, a następnie dostosować do uzyskanych poleceń (które mogą różnić się w zależności od aktualnej sytuacji i stanu zdrowia pacjenta itd.). Jeśli zajdzie konieczność udania się do placówki medycznej - osoby takie nie powinny korzystać ze środków transportu publicznego, a przed kontaktem z innymi osobami - powinny założyć dobrze dopasowaną maseczkę. Do środków ograniczających szerzenie zakażenia należy także mycie rąk, unikanie dotykania okolicy twarzy oraz tzw. higiena kaszlu, czyli zasłanianie ust zgięciem łokcia (a nie dłonią!) w razie kaszlu czy kichania. 

Podsumowując, ryzyko zakażenia 2019 nCoV w Polsce jest obecnie znikome i nie ma podstaw do paniki. Działania przedstawiane z dramaturgią w głosie przez żądnych sensacji dziennikarzy, takie jak hospitalizacja osób powracających z Wuhan w Chinach mają na celu szybkie zamknięcie ewentualnego łańcucha epidemicznego i nie dopuszczenie aby nowy koronawirus rozprzestrzenił się w populacji. A zatem wobec działań podejmowanych w Polsce - nie jesteśmy świadkami infekcyjnej apokalipsy, a zorganizowanej akcji prewencyjnej, która ma duże szanse ochronić nas przed zagrożeniem. 



Główne źródła:

https://jamanetwork.com/journals/jama/pages/coronavirus-alert
https://www.who.int/health-topics/coronavirus
x