poniedziałek, 13 lutego 2017

Uczucia, które są zakaźne

Walentynki dla proepidemików


W świecie realnym dotykam niejednokrotnie poważnych problemów. Tych prawdziwych. Jestem lekarzem z zacięciem do pracy naukowej. To, co cenię w swojej pracy najbardziej, to możliwość bycia z ludźmi - każde dziecko, każdy rodzic to nowa historia, z którą trzeba się zmierzyć, nowe wyzwanie. Każde spotkanie z pacjentem, to też emocje. Prawdziwe spotkania i prawdziwe doświadczenia kształtują mnie nie tylko zawodowo, ale i jako osobę. Problemy kliniczne, problemy medyczne, które napotykam prowadząc pacjentów są napędem dla mojej pracy naukowej oraz dla nieustannego dociakania i rozwijania aktualnej wiedzy. Nie wiem co to znaczy "nie zabierać pracy do domu", żyję medycyną. Te namacalne doświadczenia znajdują poparcie we wnikliwej analizie teoretycznej. Dzielę się nimi tutaj - w świecie internetowym. Wydawało mi się, że moja wiedza może być użyteczna dla ludzi z równie realnymi potrzebami i wątpliwościami.
Z roku na rok okazuje się jednak, że mam konfrontować swoje prawdziwe doświadczenia z z coraz bardziej wydumanymi zarzutami i coraz większymi absurdami i przyznam szczerze, że zaczynam mieć poczucie traconego czasu. Proszę Państwa, wirus odry istnieje, niezależnie od tego, co orzeka sąd niemiecki, czy jakikolwiek inny. Co więcej - wywołuje on poważną chorobę, o której możecie przeczytać tutaj. Przerabiałam już polemikę dotyczącą wielu teorii wiązanych ze szczepionką MMR, ale żeby w XXI w. trzeba było wracać do udawadniania istnienia patogenów chorobowych!?
Pisałam też o ospie wietrznej, istnienia tego wirusa zdaje się nikt jeszcze nie podważył - może dlatego, że nadal widujemy wiele przypadków. Osobiście widziałam nawet wiele przypadków ciężkich powikłań, kończących się wielotygodniowym leczeniem na oddziale intensywnej terapii, czy koniecznością prowadzenia skomplikowanych zabiegów chirurgicznych mających odtworzyć powłoki ciała, które uległy martwicy wskutek nadkażenia ospy. Widziałam noworodki z ciężką ospą wietrzną i osoby w immunosupresji, które były bliskie śmierci z powodu tego zakażenia. Każdemu temu przypadkowi można było zapobiec.

Od lat zastanawiam się nad tym, dlaczego akurat wokół szczepień ochronnych powstało tyle zamieszania, dlaczego liczba osób, które nie chcą skorzystać z owoców tej gałęzi rozwoju medycyny rośnie. Czy to za sprawą efektu "Woo"? Jak to możliwe, że w zdecydowanej większości dziedzin medycyny, osoby niewykształcone w tym kierunku, zdają się na decyzje specjalistów, a w wakcynologii - każdy, kto przeczytał kilka podsuniętych przez ciasteczka Google stron, uzurpuje sobie prawo do tytułowania siebie w ten sposób? Niezależnie od przyczyn tego zjawiska, zainteresowanie tematem urosło do rangi debaty ogólnospołecznej. Każdy kto wypowiada się na temat szczepień, przyciąga uwagę i toruje sobie tym samym drogę do sławy, a niejednokrotnie także do świata polityki. Nie wiem, czy można mówić o czymś takim jak "ruchy antyszczepionkowe", ale sądzę, że podsycanie konfliktów toczących się na łamach każdego portalu poruszającego tematykę szczepień jest w interesie wielu pojedynczych osób. Uważam to za jedno z najbardziej niemoralnych działań. Można tu mówić dosłownie o dążeniu po trupach do celu.

Walentynkowa akcja

Coraz częściej zastanawiam się, czy osoby wypisujące te wszystkie bzdury na temat szczepień faktycznie same w nie wierzą. Tak czy inaczej wzbudzają niebezpieczne zjawisko odstępowania od szczepień ochronnych przez rodziców dzieci, które mogłyby na nich skorzystać. W opozycji do piewców absurdu i fałszu, powstaje coraz więcej głosów opierających się na faktach. Te głosy połączyły się dziś, aby pokazać, że nie zgadzamy się na manipulację. Choć forma może lekka i dowcipna - pobudki do akcji "walentynki dla proepidemików" są bardzo poważne.

Informacje na temat przedsięwzięcia znajdziecie tutaj: http://www.crazynauka.pl/walentynki-dla-proepidemikow

Dzięki http://uniguggle.blogspot.com/ możemy wzbogacić przekaz ślicznymi ilustracjami :)

Pozostałe walentynki znajdziecie na innych blogach i fan page’ach biorących udział w naszej społecznej akcji:

  • http://neuropa.pl/
  • http://www.crazynauka.pl/
  • https://patolodzynaklatce.wordpress.com/
  • http://www.totylkoteoria.pl/
  • http://niezdrowybiznes.pl/
  • https://www.facebook.com/K%C5%82amstwa-Jerzego-Z-1741124016160444/
  • http://uniguggle.blogspot.com/
  • https://www.facebook.com/FaktyMityGenetyki
  • http://weglowy.blogspot.com/https://www.facebook.com/uniwersytety.dla.nauki.pajace.docyrku


Make love not war!

Wiele osób wypowiada się tak, jakby temat szczepień ochronnych należał do kategorii wyznania, a nie medycyny. Mając łatwy dostęp do całej wiedzy, jaką zbudowała myśl ludzka na przestrzeni lat - nie korzystamy z niej jak należy. Zamiast iść do przodu - tracimy energię na mielenie w kółko tych samych zagadnień. Może gdyby tak przekuć choć część tej gorliwości, która przyświeca osobom nie specjalizującym się w dziedzinie wakcynologii, a wyszukującym niuanse i haczyki w internecie i ukierunkować ją na dziedziny, którymi zajmują się zawodowo - mielibyśmy nowe wynalazki, technologie, rozwiązania biznesowe i socjologiczne? A może tak silne zainteresowanie tematem szczepień to sygnał, że należy fachowo podejść do tematu i zrealizwać studia medyczne, a potem iść dalej w tym kierunku, obierając za miejsce pracy/specjalizacji oddział zajmujący się problemami chorób zakaźnych? Znam osoby, które odnalazły swoje powołanie medyczne mając już inny fach w ręku - nigdy nie jest za późno!

Choroby zakaźne dzieci i wakcynologia to dziedzina, która mnie fascynuje i faktycznie jest mi najbliższa zawodowo. Zdaję sobie sprawę, że poruszając te zagadnienia na łamach swojego bloga, leję wodę na młyn lajków, hejtów, udostępnień itd. Czy są formy szerzenia wiedzy na dużą skalę, które nie wywoływałyby tego efektu ubocznego? Na szczęście nadal zasadnicza część mojej pracy i zdecydowana większość rozmów, które prowadzę odbywa się w tym prawdziwym świecie. 

środa, 25 stycznia 2017

Grypa czy przeziębienie?

Maryję i Józefa scięło z nóg, połowa obsady Aniołków zasmarkana, Pastuszkowie w gorączce i to wcale nie z emocji związanych z Bożym Narodzeniem - innymi słowy Jasełka przedszkolne dla Babć i Dziadków odwołane. W szpitalach zakaz odwiedzin, w poradniach POZ - tłumy. ZUS miałby ręce pełne roboty ze sprawdzaniem zasadności setek zwolnień lekarskich, gdyby nie fakt, że pracownicy urzędu też w mocno okrojonym składzie. Jednym słowem GRYPA!

Dzień Świstaka

Tak jak co roku słyszymy, że zima zaskoczyła drogowców, odnoszę wrażenie, że grypa zaskakuje Polaków. Co roku przeklinamy na czym śwat stoi kiedy choroba krzyżuje nam plany, rozkłada na łopatki i daje w kość (dosłownie). Ale wygląda na to, że szybko wypieramy te przykre przeżycia, bo kiedy tylko nadchodzi jesień - czas na coroczne szczepienie, większość Polaków bagatelizuje sprawę. Nasz poziom wyszczepialności wygląda żenująco na tle innych krajów rozwiniętych. W 2015 r. przeciw grypie zaszczepiło się jedynie nieco ponad 2% Polaków (dane PZH; dla przypomnienia, szczepionka zalecana jest dla wszystkich osób od ukończonego 6. miesiąca życia). Dla porównania, w USA w 2015 r. zaszczepiono niemal 60% dzieci w wieku > 6. miesiąca życia i ok 42% dorosłych (dane CDC). Cel zakładany do WHO, do którego powinniśmy dążyć to 70% populacji zaszczepionej przeciw grypie.

niedziela, 8 stycznia 2017

Krztusiec

Choroba, która nie daje o sobie zapomnieć



Dziecko chore na krztusiec. Źródło zdj.
Krztusiec to choroba wywołana przez bakterie o dźwięcznej nazwie Bordetella pertussis. Charakterystyczny kaszel wywołany przez te bakterie nie brzmi jednak zbyt ładnie... Pałeczki krztuśca przyczepiają się do nabłonka wyściełającego drogi oddechowe. Bakterie powodują zniszczenia nie tylko przez namnażanie się w drogach oddechowych, ale mają zdolność produkowania toksyny, która mówiąc obrazowo - działa jak napalm. Uszkadza nabłonek (wyściółkę) pozostawiając na długo okaleczony układ oddechowy. Nawet jeśli uda się szybko rozpoznać chorobę i pozbyć bakterii - zniszczenia pozostają. W stanie zdrowia nabłonek dróg oddechowych działa jak filtr, który stale oczyszcza powietrze i pozbywa się drobin i pyłów, które wdychamy. Mechanizm oczyszczania i przesuwania drobinek w górę odbywa się praktycznie stale, także nawet tego nie odczuwamy. Uświadamiamy sobie, że jesteśmy wyposażeni w odruchy obronne dopiero, kiedy zaczynamy krztusić się większymi kawałkami jedzenia, czy płynami. Zniszczenia wywołane toksyną krztuśca powodują, że nawet pyłek, którego normalnie byśmy nie poczuli, wywołuje lawinę kaszlu. Co więcej - substancje produkowane przez bakterie wpływają także na mózg, który traci kontrolę nad odruchem kaszlowym. W efekcie - kaszel potrafi być tak silny, że prowadzi do poważnych powikłań.

Zacznijmy od dwóch historii z mojej praktyki.

Pierwszy przypadek przedstawia dość częsty scenariusz:
17-letni Adam od ponad 3 tygodni skarżył się na kaszel. Napady kaszlu męczą go gównie w nocy, dlatego są dość uporczywe - trudności w spaniu rzutują na problemy z koncentracją w szkole. Poza tym Adam nie ma żadnych dolegliwości, był już u lekarza rodzinnego 3 razy i cały czas osłuchowo płuca były "czyste", wykonano też zdjęcie rentgenowskie klatki piersiowej, które też nie ujawniło żadnych nieprawidłowości. Wyniki badań potwierdziły zakażenie krztuścem. Adam otrzymał ostatnią dawkę szczepienia przeciw tej chorobie w wieku 6 lat. Jego pamięć immunologiczna nie była wystarczająco dobra aby całkowicie zapobiec chorobie, ale wystarczająca, aby ograniczyć jej przebieg do dosyć łagodnego.

O drugim przypadku - 8-miesięcznej dziewczynki, która do czasu zachorowania nie otrzymała żadnej szczepionki, zgodziła się opowiedzieć jej mama - ku przestrodze. Posłuchajcie (głos pacjentki został zmieniony):



wtorek, 27 grudnia 2016

Niech magia Świąt trwa...

Drodzy Czytelnicy!


Ostatnie lata zmieniły w mojej głowie definicję słowa luksus. Nie potrzebne mi delicje, ani precjoza, wakacje w tropikach ani zabiegi w SPA. Prawdziwy luksus, to po prostu móc pozwolić sobie na chwilę przerwy od pracy, zwolnić, a nawet zatrzymać się na chwilkę, wyłączyć telefon, wszystkie komunikatory i powiadomienia - to doprawdy piękny sposób na spędzenie Świąt Bożego Narodzenia. Postanowiłam wypełnić minione dni luksusem bycia z bliskimi - bez laptopa i smartfona (dlatego dopiero dziś pojawił się ten wpis).
Jeśli szukacie Magii Świąt - nie jest jeszcze za późno, spróbujcie sami! Mnie w tym roku w cudowną atmosferę nie wprowadziły ulubione piosenki w radio, ani filmy, ani nawet robienie świątecznych dekoracji i pierniczków, ale spotkania z przyjaciółmi i maluchy występujące w jasełkach przedszkolnych. To one intuicyjnie potrafią zrozumieć i przekazać nam na swój sposób to, co jest najważniejsze. Święta Bożego Narodzenia to czas Radości, której nikt nie potrafi przeżywać tak szczerze, jak dzieci. Zamiast szukać wierszyków, memów i ustawiać rodzinę do zdjęć na FB, cieszmy się sobą i słuchajmy tego, co mają nam do przekazania najmłodsi, przecież w centrum jest właśnie maleńkie Dziecię!


Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata i wyciągasz do niego ręce, jest Boże Narodzenie. 
Zawsze, kiedy milkniesz, aby wysłuchać, jest Boże Narodzenie. 
Zawsze, kiedy rezygnujesz z zasad, które jak żelazna obręcz uciskają ludzi w ich samotności, jest Boże Narodzenie.[...] 
Matka Teresa z Kalkuty 

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Rozgrzewający napój z nasion chia

szałwia hiszpańska Doktor MamaChoć od kilku dni na mojej playliście na okrągło wygrywa "Let it snow", aura za oknami dosyć jesienna. Może czasem mróz poszczypie w policzki, rano noga natknie na kawałek lodu - wówczas przypominam sobie, że jednak już zima. Ze śniegiem, czy bez, o tej porze roku budzi się potrzeba ciepła. Rodzina, przyjaciele, kot, koc... - każde jego źródło jest teraz w cenie.
Oto szybki sposób na smaczny, pożywny i rozgrzewający napój z szałwią hiszpańską, czyli z nasionami chia.

Przygotuj w dzbanku ulubioną herbatę. Kiedy się zaparzy, dodaj:
kawałki korzenia imbiru,
gałązkę rozmarynu,
miód,
sok z całej pomarańczy i
sok z połowy cytryny.
Wymieszaj dobrze, pozostaw na 5-10 minut pod przykryciem, żeby herbata przyjęła wszystkie smaki. Tak przygotowanym naparem zalej 3 łyżeki nasion chia. Odczekaj kolejne 5-10 minut, aby nasiona napęczniały, zamieszaj przed wypiciem.

Smacznego i na zdrowie!

poniedziałek, 28 listopada 2016

Książka, którą dorośli chcą czytać swoim dzieciom

"Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek (czterech prawych i sześciu lewych"

Autor: Justyna Bednarek

Czy Wy też po każdym praniu przekonujecie się, że część skarpetek pozostaje bez pary? Na pewno. Przecież Skarpetkowy Potwór stał się postacią tak głęboko zakorzenioną w naszej świadomości, że Terry Pratchett umieścił go w swojej książce "Wiedźmikołaj" na jednym wózku z takimi bohaterami dziecięcej wyobraźni, jak Mikołaj, czy Wróżka Zębuszka. Justyna Bednarek proponuje zupełnie nowe spojrzenie na problem znikających skarpetek. Wydaje mi się, że jej wytłumaczenie, dużo bardziej wpisuje się w dzisiejszy styl życia...

poniedziałek, 21 listopada 2016

Trwała prowizorka

Czyli o tym dokąd mogą zaprowadzić nas refleksje nad upływającym czasem. 

Są takie momenty, w których człowiek odkrywa, że jego dziecko (tudzież dzieci) nagle, z nocy na noc bardzo urosły. Jednego wieczoru układasz je jak zawsze do snu, całujesz na dobranoc, przykrywasz kołderką i wszystko jest jak zwykle, a następnego - okazuje się, że część dziecka śpi już poza łóżeczkiem, a kołderka prowadzi nieustanną wędrówkę starając się nadążyć za dylematem - przykryć ramiona czy stopy?

Matka, jako pierwsza wpada w takich momentach w refleksyjny nastrój. Kiedy już ułoży swoje dziecię/dzieci (z konieczności) zwinięte w kłębki do snu, oddaje się rozważaniom nad tym jak szybko urosły i próbuje przywołać w pamięci ciąg zdarzeń, który do tego doprowadził.

poniedziałek, 7 listopada 2016

Choroba dłoni, stóp i ust, czyli tzw. "bostonka"

Doktor Mama


Dawno nie miałam okazji zrealizować założenia tego bloga w tak pełnym wymiarze, jak tym razem. Pracując na oddziale zakaźnym wielokrotnie diagnozowałam chorobę dłoni, stóp i ust (w dalszej części tekstu: ChDSU). Uczę o niej studentów medycyny tak, aby potrafili rozróżnić ją od innych chorób wysypkowych wieku dziecięcego. Niedawno miałam okazję poznać ChDSU na własnej skórze. I to całkiem dosłownie... Teraz mogę zatem podzielić się nie tylko wiedzą, ale i wrażeniami.

Co to jest Choroba dłoni, stóp i ust?

Jest to choroba wirusowa wywołana przez różnego rodzaju enterowirusy, w tym wirusy Coxackie. Potocznie nazywana jest "bostonką" lub "chorobą bostońską", ale nazwa ta jest niewłaściwa, dlatego nie będę jej dalej stosować. Choroba wysypkowa, o której mowa w tym poście, na całym świecie funkcjonuje pod nazwą hand, foot mouth disease i tego będziemy się trzymać.
W zależności od tego jaki wirus wywołuje chorobę, jej przebieg może nieco się różnić. Wspólną cechą wszystkich postaci jest występowanie wysypki na dłoniach (po ich wewnętrznej stronie), na podeszwach stóp oraz w jamie ustnej (a dokładniej na łukach podniebiennych, czyli z tyłu - w gardle). Większość innych chorób zakaźnych, objawiających się wysypką, omija te lokalizacje. W niewyszukanej na pierwszy rzut oka nazwie choroby, jest zatem zawarta najcenniejsza podpowiedź diagnostyczna.
Doktor Mama
ChDSU. Wysypka obecna na wewnętrznej powierzchni dłoni. 

Co to jest herpangina i dlaczego o niej wspominam?

Herpangina to także choroba wirusowa, wywołana przez enterowirusy. W tej postaci nie występują zmiany na skórze, a jedynie w gardle. Są one dosyć charakterystyczne, ale ponieważ choroba przebiega często z gorączką, a gardło jest czerwone i bardzo bolesne, herpangina bywa mylona ze "zwykłą" anginą paciorkowcową. Niestety na wirusy nie działają antybiotyki, w związku z czym, w przeciwieństwie do anginy paciorkowcowej, choćby nie wiem jaki antybiotyk podać - nie będzie to miało wpływu na przebieg choroby.

Przedstawiam sprawców - enterowirusy

Istnieje wiele różnych wirusów należących do tej grupy, w tym po prostu enterowirusy i wirusy Coxackie (jedne i drugie numeruje się). Wiele typów wiąże się z objawami ChDSU, a to które dominują zależy od szerokości geograficznej. W Polsce na szczęście raczej nie obserwuje się "najgorszych" typów. Mam na myśli przede wszystkim enterowirus 71, który w Azji wiązany jest z poważnymi powikłaniami (ze strony ośrodkowego układu nerwowego, płuc i serca). Pojawił się za to nowy dla nas sprawca - wirus Coxackie A6. Cytując słowa piosenki McClain'a: "There's a new man in town". To oznacza, że możemy spodziewać się częstszych ognisk epidemii w żłobkach, przedszkolach ale i częstszych przypadków u starszych dzieci i dorosłych (co do tej pory raczej się nie zdarzało). Nasz układ immunologiczny nie zna jeszcze tego wirusa, nie mamy co do niego żadnych "wspomnień immunologicznych", nie jesteśmy uodpornieni, a więc możemy jako rodzice zarazić się od swoich dzieci i przejść pełnoobjawową chorobą (nawet gorzej niż nasze pociechy). Poniżej znajdziecie szczegółowe informacje na temat przebiegu typowej ChDSU, a także stosunkowo nowej w Polsce postaci wywoływanej przez Coxackie A6, z którym to mam osobiste porachunki...

Mam nadzieję, że dzięki tej lekturze będziecie przygotowani w razie gdyby Wasze dziecko miało kontakt z kimś chorym na ChDSU lub samo miało objawy choroby.


poniedziałek, 17 października 2016

O mnie

Poznaliście moje przemyślenia na temat bliźniąt, chyba nadszedł czas na autorefleksję. W zakładce "o mnie" znajdziecie moje zaktualizowane odbicie...

piątek, 24 czerwca 2016

Kompendium wiedzy o bliźniętach - osobiście i medycznie.



Czyli trochę medycznie, a trochę osobiście; trochę na serio, a trochę z przymrużeniem oka - przemyślenia po 3 latach bycia mamą bliźniąt :)

Poniższy artykuł ukazał się w nieco okrojonej wersji w pierwszym numerze czasopisma Dziecko Extra. Dziękuję za wyzwanie, jakie postawiła przede mną Pani Redaktor Joanna Szulc. Pisanie o bliźniętach otworzyło wiele szuflad w szafie moich wspomnień, skłoniło do głębokiej refleksji i podsumowania najważniejszego czasu w moim życiu.
Moim kochanym córeczkom - podobnym, a tak bardzo różnym!

Bliźniacza moc

Hania wybiera z reguły jednego warkocza, Zuzia – dwa. Role Elzy i Anny są rozdzielane każdego dnia. Oczywiście wszystkie małe dziewczynki są teraz siostrami z Krainy Lodu. Obserwując swoje córeczki, nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że tak jak baśniowe bohaterki, łączy je niezwykła więź.
Relacje pomiędzy bliźniętami od zawsze intrygowały. W wielu kulturach bliźniakom przypisywano nadprzyrodzone zdolności lub szczególne role. Mitologiczne pary rodzeństwa uzupełniały się niczym dwie połowy tego samego bytu tworząc Słońce i Księżyc, Niebo i Ziemię, Wieczorną i Poranną Gwiazdę, bądź wręcz przeciwnie – stanowiły wzajemne przeciwieństwa reprezentując dobre i złe moce, tocząc odwieczne boje.
Od starożytnej Grecji zaczynając, a kończąc na scenach z Gwiezdnych Wojen - bliźnięta przedstawiane były jako osoby połączone magiczną siłą. Czy faktycznie rozumieją się bez słów  i współodczuwają doznania brata lub siostry? W codziennych relacjach moje córeczki zachowują się jak każde rodzeństwo – kochają się, bawią wspólnie, kłócą się i tłuką nawzajem gdy uznają, że „mój jest ten kawałek podłogi”. Zdarzają się jednak sytuacje, w których faktycznie ujawnia się „bliźniacza moc”. Poznaję początek każdej choroby dużo szybciej, niż pojawiają się jakiekolwiek objawy – nagle Hania staje się troskliwa wobec Zuzi, ustępuje jej (co na co dzień raczej się nie zdarza), albo odwrotnie – Zuzia stara się za wszelką cenę rozweselić Hanię – stroi miny, wygłupia się, przynosi ulubione zabawki. Już po chwili każdej rozłąki dziewczyny dopytują o siebie nawzajem i średnio co 15 min upewniają się co w tym czasie robi siostra. Myślę, że nie tęsknią tak bardzo za nikim, jak za sobą nawzajem. Trudno się temu dziwić – w końcu od samego początku są razem. W przypadku bliźniąt jednojajowych w sensie biologicznym były nawet początkowo jednym bytem – jedną komórką. Można powiedzieć, że nasi przodkowie mieli niezwykłą intuicję opisując bliźnięta jako dwie połówki tej samej istoty...
Przyjrzyjmy się zatem fenomenalnemu zjawisku bliźniąt od początku.