czwartek, 23 sierpnia 2018

Gotow(an)i do zabawy?

Gotowanie z codziennego obowiązku zarezerwowanego zazwyczaj dla pań domu, stało się w minionych latach jednym z ulubionych hobby Polaków. Zaczęliśmy odkrywać bogactwo naszej kuchni a także smaki i przyprawy innych krajów, bawić się zaskakującymi połączeniami, a w niektórych przypadkach - przekuwać pasję na sposób na życie. Jak grzyby po deszczu powstają blogi kulinarne, programy telewizyjne i nowe pozycje na półkach księgarni. Co odważniejsi postawili wszystko na jedną kartę i założyli foodtracki, knajpki, bary, kawiarnie, lodziarnie czy restauracje. Odwaga w realizowaniu kulinarnych marzeń widoczna jest we Wrocławiu na niemal każdym kroku, a wdzięcznym odbiorcom (takim jak ja), pozostaje tylko mlaskać i cieszyć się z tego, że gotowanie nareszcie zostało "odkryte na nowo" :) 
Co jeszcze bardziej cieszy w naszym nowym narodowym rozsmakowaniu się w gotowaniu - wzrasta także świadomość społeczna dotycząca zasad zdrowego odżywiania.
Wspólne przyrządzanie posiłków to świetny sposób na spędzenie razem czasu. Wśród licznych publikacji skierowanych do rodzin z dziećmi, do tej pory dominowały książki pełne przystępnie opisanych przepisów dla dzieci, z atrakcyjnymi dla maluchów ilustracjami albo elementami fabuły przeplatającymi się z przepisami. Książka, którą dziś przedstawiamy: "Gotujemy" wyd. Babaryba, jest nieco inna - zachęca ona do zapoznania się ze światem kuchni "od kuchni" ;) Dziecko ma okazję poznać elementy wyposażenia kuchni, przedmioty potrzebne do wykonania różnych potraw, a przy okazji rozwija także inne umiejętności. Zadania, przed którymi zostaje postawione dziecko każą rozwinąć wodze wyobraźni. Książka, a właściwie obszerny zeszyt ćwiczeń i łamigłówek to świetna forma przygotowania do wspólnych zajęć kuchennych i dobra zabawa dla wszystkich dzieci, które chętnie podglądają rodziców przy obowiązkach kuchennych lub w nich towarzyszą. Kto wie, może jej mali odbiorcy kiedyś sami staną się kreatywnymi mistrzami kuchni zakładającymi oryginalne lokale serwujące "domkowe tosty" czy menu podporządkowane literom alfabetu? :)
Kredki w dłonie! A może łyżki... ?



PS. Udając się z dziećmi do restauracji zwykle zabieramy ze sobą kredki i kolorowanki albo łamigłówki, by nie nudziły się oczekując na realizację zamówienia. Chyba nie ma lepszej pozycji niż ta na taką okoliczność ;)

poniedziałek, 14 maja 2018

Kiedy jedzenie "wraca" zamiast trafić do brzuszka

Czy niemowlakowi mogą się zdarzyć wymioty przy pierwszych posiłkach?

(To kolejne pytanie, które zadała mi Pani Monika Życka pracując nad książką o BLW oraz kolejna porcja wiedzy, do której zaserwowania mnie zmobilizowała.

Istnieje wiele powodów dla których to, co podajemy niemowlęciu na łyżeczce, zamiast trafić do brzuszka - znajduje się na śliniaku, a zwykle także na ubrankach, mamie i wszystkim co znajduje się  w zasięgu około 1 metra od dziecka. Należy odróżnić kilka mechanizmów, które za tym stoją, a które często zostają wrzucane do jednego worka pod hasłem “wymioty”.

niedziela, 6 maja 2018

Kolejna mała książka o wielkich rzechach

Czyli "Mogę grać z Wami" autorstwa Mo Willems'a 


Przedstawiałam Wam już sylwetkę genialnego autora książek dla dzieci przy okazji omawiania "Czy polubisz moją breję". Jakiś czas temu  w nasze ręce wpadła kolejna książka z serii o Śwince Malince i Słoniu Leonie. Do dwojga znanych nam już bohaterów dołącza tym razem wąż, który chce wziąć udział we wspólnej zabawie. Problem w tym, że Malinka i Leon rzucają akurat piłką... Wąż nie tylko przejawia spory dystans do samego siebie ale i jest zdeterminowany, by faktycznie uczestniczyć w grze. Oczywiście wyraziste ilustracje okraszają całość tak, że nie sposób powstrzymać salw śmiechu.

Czasem to my wybieramy książki, a kiedy indziej - to one wybierają nas. "Mogę grać z Wami" wybrała nas, jak się okazało nie bez powodu. Niedługo po tym, jak stanęła na półce biblioteczki Hani i Zuzi, przytrafił mi się wypadek. Konieczność poruszania się przez jakiś czas o kulach, sprawiła że zaczęłam zupełnie inaczej odbierać tę z pozoru banalną książeczkę dla dzieci.

Kilka słów o wykluczeniu społecznym

Niepełnosprawność to nie tylko ograniczenie możliwości fizycznych. To, jak swoją niepełnosprawność odbiera dana osoba, nie zależy od jej sposobu poruszania się czy ilości sprawnych kończyn. Niepełnosprawność determinuje otaczający nas świat, a przede wszystkim - ludzie dookoła. Nawet jeśli zbudujemy wszędzie podjazdy, automatycznie otwierające się drzwi i windy - naglące spojrzenie przy kasie marketu, bo wszystkim innym się spieszy, czy wyraz twarzy pełen litości, bo nie możesz chwycić wieszaka z ciuchami - to prawdziwe miary Twojej niepełnosprawności. Pół biedy, kiedy masz atrybuty swojej ułomności - kule, ortezę itp. Jest usprawiedliwienie dla niedołężności. Kiedy problemu nie widać, wszyscy oczekują, że będziesz działać jak reszta społeczeństwa - niczym trybik w dobrze naoliwionej maszynie. Litość zmienia się w pogardę bądź jawną wściekłość.

Wśród nas jest wiele osób, które z różnych przyczyn, czasem niewidocznych na pierwszy rzut oka - mają w życiu pod górkę. Osoby niepełnosprawne nie oczekują, że będziesz je traktować ze specjalnym namaszczeniem. Chcą być traktowane normalnie. Owszem, potrzebna im wyrozumiałość, ale to nie to samo co politowanie. Gdy widzisz, że ktoś koło ciebie ma problem, np. z pakowaniem zakupów - zapytaj, czy mu nie pomóc. Jeśli wybierze powolną samodzielność, nie narzucaj się, ani nie denerwuj - przyjmowanie pomocy jest bardzo trudne. Bądź otwarty i nie zrażaj się. Następnym razem - po prostu znowu zapytaj. Nie przybieraj grobowej miny, gdy nawiązujesz kontakt z niepełnosprawną czy niepełnosprawnym. Nie bój się żartować - nawet wąż w prostym komiksie dla maluchów udawadnia, że poczucie humoru i dystans do własnych ograniczeń jest najlepszym sposobem na przetrwanie :)

Jest wiele przyczyn wykluczenia społecznego - niepełnosprawność, bieda, przynależność do mniejszości narodowej czy wyznaniowej. Jeśli się nad tym zastanowić - wszystkie równie idiotyczne - dlaczego unikamy pewnych ludzi, oceniamy bez cienia refleksji? "Odmienność" budzi przestrach. Ledwie radzimy sobie z ogarnięciem własnego życia. Nie chce nam się konfrontować z inną rzeczywistością, mnożyć scenariuszy. Jeśli jednak będziemy spychać te tematy na wieczne przemilczenie - wokół nas urośnie potężny mur. Choć dla większości społeczeństwa - niewidzialny, ominie nas wielu wspaniałych, wartościowych ludzi. Malinka i Leon nie stracili szansy na nową przyjaźń i wspaniałą zabawę, a Ty?

niedziela, 29 kwietnia 2018

Musisz to umieć! Pierwsza pomoc w zadławieniu/zakrztuszeniu

Wstyd się przyznać od jak dawna nosiłam się z zamiarem opisania zasad rozpoznawania stanów zagrożenia życia u dzieci oraz zasad pierwszej pomocy. Pojawiła się doskonała okazja by wreszcie zrealizować to postanowienie. Jakiś czas temu napisała do mnie Pani Monika Życka - mama, która chciała dowiedzieć się wszystkiego o żywieniu dzieci, a szczególnie o metodzie BLW. Po zaspokojeniu głodu na wiedzę, uznała, że trzeba się nią podzielić i stworzyła projekt własnej książki "BLW Bardzo Lubię Wcinać". Pani Monika poprosiła mnie o udzielenie odpowiedzi na kilka pytań nurtujących mamy. Dzięki temu mój post zamiast "akademickiego wykładu" ma bardziej praktyczny wymiar (przynajmniej mam taką nadzieję). Przedstawiam przystawkę przed wersją drukowaną - w książce ;)


Jak odróżnić zakrztuszenie od zadławienia?

Źródło
Człowiek to niewątpliwie najbardziej rozwinięta istota na Ziemi, ale zdobycze ewolucyjne mają swoją cenę. Możemy nosić swoje dzieci na rękach a nie w pysku, próbować różnych technik chodu kołyszącego w razie kolek, szeptać im do snu i śpiewać kołysanki. Aby ludzkie ciało było zdolne do wszystkich tych wyczynów - anatomia musiała pójść na pewne ustępstwa. Drogi dla pokarmu oraz dla powietrza, którym oddychamy mają wspólny odcinek w gardle, a później biegną równolegle, bardzo blisko siebie. U większości zwierząt też tak jest, ale krtań i tchawica (droga oddechowa) oraz przełyk (droga pokarmowa) ułożone są poziomo. U nas - niemal pionowo. W ten sposób dużo łatwiej może dojść do sytuacji, w której to, co miało zostać połknięte, wpada do “złej dziurki”.

sobota, 7 kwietnia 2018

Toksoplazmoza wrodzona – jak uniknąć problemu


(Rozgrzeszamy koty, przynajmniej częściowo)

Toxoplasma gondii to mikroskopijny pierwotniak. W krajach rozwiniętych, o umiarkowanym klimacie, t.j. w Polska – do zakażenia dochodzi u 10-50% społeczeństwa. W krajach rozwijających się, o gorszych warunkach sanitarnych – u ponad 80% mieszkańców. Zdecydowana większość osób przechodzi zakażenie bezobjawowo. Kiedy dojdzie do niego w ciąży - u ciężarnej także nie występują żadne objawy choroby, ale pierwotniaki mogą przeniknąć do płodu i spowodować szereg wad. W przebiegu toksoplazmozy wrodzonej najczęściej uszkodzeniu ulegają narząd wzroku oraz ośrodkowy układ nerwowy.

Obecnie toksoplazmoza wrodzona to jedno z naczęstszych (obok cytomegalii) zakażeń odpowiedzialnych za wady wrodzone u dzieci. Większość osób kojarzy chorobę z kotami. Tak też było w przypadku wielu kobiet, które uległy zakażeniu w czasie ciąży.
- „Unikałam kotów, oddałam nawet swojego do rodziców, nie głaskałam przez całą ciążę, jak to się mogło stać, że moje dziecko jest chore?”  - zapytała mnie niedawno jedna z pacjentek. Niestety choroba tak bardzo wiązana jest z kotami, że zapomina się o innych – bardziej istotnych drogach zakażenia. Mam nadzieję, że ten tekst pomoże zrozumieć historię naturalną zakażeń i pozwoli uchronić kolejne dzieci przed toksoplazmozą wrodzoną.

poniedziałek, 26 marca 2018

Prosta książka o wdzięczności

Gnamy i pędzimy. My do pracy - dzieci do przedszkola. My z pracy do pracy - dzieci z przedszkola na tańce, basen, ceramikę, akrobatykę, angielski, balet - czy jakiekolwiek inne zajęcia. Kiedy każdy, na swój sposób zna plan dnia i tygodnia, rodzina zaczyna działać jak machina pełna kołowrotków. Czasem może coś zazgrzyta, ale zazwyczaj kręci się w miarę sprawnie. Dobra organizacja i podział obowiązków, to podstawa, - sposób na poradzenie sobie z niewiarygodnym tempem życia. Ale to nie wszystko. Czasem zapominamy, że nasza "machina", to przede wszystkim ludzie - ci duzi i mali, najbliźsi i mniej znani. To oni sprawiają, że potrafimy nie tylko przetrwać, ale i czerpać przyjemność z życia. Starajmy się przekazać ten właśnie sposób postrzegania świata naszym dzieciom, a wyrosną na zaangażowanych, spełnionych i otwartych ludzi.

Książka obrazkowa "Pięknie dziękuję" wydawnictwa Babaryba ma bardzo prostą formę i jasny przekaz. Zastanów się komu warto podziękować. Kto w Twoim życiu jest ważny, kto ma na nie pozytywny wpływ? Za co chciałabyś lub chciałbyś mu podziękować? Pomyśl także o tym, czy dobrze znasz tę osobę. Co może lubić? Jaka forma wdzięczności byłaby dla niej najlepsza?

Jak to jest, że te najprostsze na świecie pytania nie są oczywiste? Póki ktoś nie podsunie nam ich pod nos, nie zastanawiamy się nad tym, że w naszym codziennym życiu jest mnóstwo osób i mnóstwo rzeczy za które moglibyśmy podziękować.

Książka nie zachwyciła mnie ilustracjami, początkowo nawet wydała mi się zbyt prosta - bez polotu. Ale to nie jest lektura, która ma zaskakiwać, bawić ani zachwycać. To także nie książeczka o dobrych manierach. Dziękować uczyły nas od piaskownicy proste rymowanki, potem Franklin i wielu innych bohaterów. "Pięknie dziękuję" jest zupełnie inną książką, która uczy odnajdować w sobie uczucie wdzięczności. W bardzo oczywisty i łatwy sposób kieruje naszą rozmową z dzieckiem.


Często zakładamy, że każdy robi to, co do niego należy i już. Ale kiedy słyszę od swoich córeczek "dziękuję Ci mamusiu, zrobiłaś pyszny obiadek!" - serce topnieje, a zmęczenie po całym dniu pracy rozmywa się w ułamku sekundy - znowu mam ochotę przenosić góry. Dla nich :)

Jeśli znacie inne książki o wdzięczności, podzielcie się tutułami w komentarzach! Napiszcie też, za co ostatnio dziękowały Wam dzieci :) Albo za co Wy dziękowaliście im! :):)

PS.
Drodzy czytelnicy, pięknie dziękuję, że czytacie moje posty i artykuły oraz za wszystkie miłe słowa, które przesyłacie w komentarzach oraz w wiadomościach tutaj - na blogu i na FB :)

wtorek, 13 marca 2018

Darmowe szczepienia przeciwko pneumokokom dla dzieci do 5. roku życia

Drodzy Rodzice, 

jeśli jeszcze nie zaszczepiliście swojego dziecka przeciwko pneumokokom, jest doskonała okazja aby to nadrobić. O samych pneumokokach, jako zbrodniarzach doskonałych, możecie przeczytać TUTAJ. Wiele informacji znajdziecie także TUTAJ

Teraz najważniejsze! 

Ministerstwo Zdrowia organizuje bezpłatne szczepinia przeciwko pneumokokom dla dzieci urodzonych w rocznikach 2013-2016. Ograniczeniem jest czas, na szczepienie trzeba zgłosić się do swojej poradni w dniach od 20 marca do 29 czerwca 2018 r. Nie czekajcie aż szczepionki się wyczerpią (bo znając nasz system może tak się zdarzyć) i zapewnijcie ochronę swoim pociechom. 


Więcej informacji na oficjalnych stronach ministerstwa zdrowia:
http://www.mz.gov.pl/aktualnosci/szczepienia-dzieci-z-rocznikow-2013-2016-przeciwko-pneumokokom-komunikat-do-rodzicow-i-opiekunow/

środa, 24 stycznia 2018

Lamblie

Choroby pasożytnicze, które mogą zdarzyć się u każdego dziecka


Pasożyt wywołujący chorobę: Giardia duodenalis, inaczej G. lamblia lub G. intestinalis
Wielkość pasożyta: 10-20 mikrometra (nie da się zobaczyć go gołym okiem).

Lamblioza, to stosunkowo powszechna choroba pasożytnicza jelit. Choć nie wywołuje takich emocji jak choćby obrzydliwe glisty czy tasiemce, (lamblii nie widać wszak gołym okiem) - jest niedoceniana w porównaniu z większymi ale rzadko spotykanymi intruzami. W krajach rozwijających się, o niskich standardach sanitarnych dotyczy nawet 20-40% społeczeństwa. W krajach rozwiniętych, w tym w Polsce jest zdecydowanie rzadsza, ale nadal obecna. Podróże do krajów tropikalnych i rozwijających się są jednym z istotnych czynników ryzyka choroby. Do choroby najczęściej dochodzi u małych dzieci, w wieku do 5 lat. Pasożyty mogą występować także u zwierząt (np. psy, bydło, owce), ale nie jest pewne, czy zwierzęta mogą przenosić chorobę na ludzi.

środa, 15 listopada 2017

Wciąż zaskakujący potencjał kropek



Książka "Och" to kolejna pozycja autora, który niejednokrotnie udowodnił nam, że książka może służyć nie tylko do czytania... Wspominałam już dosyć dawno temu o "Naciśnij mnie". Choć od tamtego czasu minęły ponad 2 lata, moje dzieci nadal chętnie sięgają po książkę pełną kolorowych kropek, które trzeba naciskać, pocierać, zdmuchiwać itd. Książka "Och" trafiła do Biblioteczki Hani i Zuzi już kilka miesięcy temu. Byłam pewna, że wywoła podobny entuzjazm co poprzednie pozycje Tulleta. Ostatecznie, można powiedzieć, że się nie pomyliłam - dziś dziewczynki z radością szepczą i wykrzykują "Ochy" i "Achy" naciskając mniejsze lub większe kropki. Potrzebowaliśmy jednak trochę czasu, aby oswoić dźwięki zaklęte w postaci kropek.

Konstrukcja książki

Idea książki jest genialna - to pierwsza i najprostsza lekcja, pokazująca, że dźwięki można zapisać w postaci graficznej. Autor przypisuje pierwszym obrazom zasady odczytywania dźwięków: wielkości kropek odpowiada głośności, ich rozmieszczenie to tempo z jakim paluszek powinien przeskakiwać z kropki na kropkę i z jakim wymawiamy tytułowe "Och". Następnie sprawy się nieco komplikują - pojawiają się kolejni bohaterowie - kropki o innych kolorach. Grafika staje się coraz bardziej pomysłowa ale i dla malucha - coraz trudniejsza do zinterpretowania. Dźwięki zaklęte w obrazach przedstawiają różne emocje, a czasem przechodzą w istną kakofonię i szaleństwo. Sądzę, że właśnie dlatego dzieciaki potrzebują czasem trochę czasu, by móc zacząć w pełni cieszyć się tą książką. O ile zasady zabawy z "Naciśnij mnie" są bardzo proste i książka sprawdza się już u maluszków (1,5-2 lata), o tyle przy "Och" można rozwinąć skrzydła w wieku 4-5 lat.


Nie rezygnuj jeśli "Och" nie wywoła od razu westchnienia zachwytu u dziecka

"Och" to rewelacyjna książka, rozwijająca i integrująca kilka zmysłów jednocześnie. Pozwala małym dzieciom intuicyjnie zrozumieć zasady zapisywania dźwięków. Rozwija wyobraźnię i uczy jak można wykorzystać stworzone przez siebie zasady, by dalej budować opowieść. Aby dziecko mogło w pełni skorzystać z bogactwa tej z pozoru prostej książki - trzeba jednak podejść do tematu delikatnie i z cierpliwością. Nie wszystkie dzieci od razu łapią zasady zabawy z "Och", a wcześniejsze doświadczenia z innymi książkami Tulleta mogą nawet troszkę utrudniać sytuację. W poprzednich pozycjach wystarczyło spełniać polecenia ruchowe, a w efekcie - na kolejnych stronach "powstawały" zmiany gwarantujące dużo zabawy. Tutaj, oprócz uruchomienia paluszków, trzeba włączyć modulację głosu i to ona jest sednem zabawy. Moje dzieci oczekiwały początkowo, że jeśli spełnią polecenie, na kolejnej stronie przyniesie to efekt (jak w "Naciśnij mnie"). Stąd początkowe rozczarowanie. Od rodzica zależy jednak, czy książka trafi na najwyższą półkę i będzie obrastać kurzem, czy z czasem stanie się jedną z ulubionych pozycji.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Zakażenia enterowirusowe w ciąży

Z cyklu "krótkie pytania i odpowiedzi"


Niniejszy wpis jest de facto odpowiedzią na liczne i wciąż pojawiające się pytani, jakie płyną od kobiet spodziewających się dziecka, które miały kontakt z chorobą dłoni stóp i ust (ChDSU), czyli tzw. "bostonką". Czy kontakt z chorobą jest groźny? Czy przebycie zakażenia w postaci choroby wysypkowej albo herpanginy przez ciężarną zagraża przebiegowi ciąży i dziecku? 
To naturalne, że pojawiają się takie pytania, rozumiem też ogromny stres związany z każdą infekcją w ciąży. Mam nadzieję, że ten wpis uspokoi nieco większość z mam/przyszłych mam :)

Zakażenia enterowirusowe u dzieci są szalenie powszechne, szczególnie w miesiącach wiosenno -letnich, ale i jesienią, a czasem nawet wczesną zimą - póki pogoda dopisuje i temperatura nie spada drastycznie - zdarzają się zachorowania. Duża część zakażeń przebiega bezobjawowo. To oznacza, że niemal każda kobieta w przebiegu ciąży, w którymś momencie może zetknąć się z tymi wirusami, szczególnie jeśli ma kontakt z dziećmi w wieku przedszkolnym. Na szczęście, jako dorośli jesteśmy odporni wobec najczęstszych szczepów krążących w kraju. Zatem samo zakażenie u ciężarnej jest bardzo mało prawdopodobne. Znając zasady profilaktyki dodatkowo redukujemy to ryzyko. Więcej o samym zakażeniu i profilaktyce przeczytasz TUTAJ.


Czy enterowirusy wpływają na przebieg ciąży i rozwój płodu?

Dotychczas nie udowodniono jednoznacznie, aby zakażenia enterowirusowe matki wpływały na przebieg ciąży, ani rozwój płodu. Do niedawna sądzono nawet, że enterowirusy nie przenikają przez łożysko. Obecnie, choć nie jest to tak pewne i pojawiają się doniesienia, że niektóre z wirusów Coxackie, należacych do grupy enterowirusów, mogą wywoływać pewne problemy - brakuje wystarczających danych aby to potwierdzić. 

Może się to Wam wydawać niewystarczające, wiem, że w ciąży czeka się na konkretne informacje - jest ryzyko lub go nie ma. Niestety w medycynie tak to nie działa, często nie ma łatwych rozwiązań ani prostych odpowiedzi. Mogę jednak powiedzieć, że z perspektywy osoby, która zajmuje się diagnostyką zakażeń wrodzonych u dzieci - to naprawdę uspokajające. Istnieje wiele czynników infekcyjnych, o których wiemy na pewno, że wywołują określone zaburzenia - toksoplazma, cytomegalia, różyczka, ospa wietrzna, parwowirus B19 - przykłady można mnożyć. Nasza wiedza w zakresie zakażeń w czasie ciąży wciąż się rozwija - minione dwa lata (tylko 2!) przyniosły niezwykłe odkrycia dotyczące zakażeń wirusem Zika u ciężarnych. Skoro dotychczas, mimo licznych obserwacji i badań nie udało się jednoznacznie stwierdzić, że enterowirusy mogą wywoływać wady u płodu - to dobry znak. Gdyby zakażenie wiązało się z dużym ryzykiem - już byśmy o tym wiedzieli.

Co, jeśli dojdzie do objawowego zakażenia u ciężarnej?

Jeśli kobieta w ciąży ma objawy ChDSU czy herpanginy, nie należy wpadać w panikę. 
Jedynym scenariuszem, który wiemy że może wiązać się z ryzykiem dla dziecka jest zakażenie u matki objawiające się w okresie okołoporodowym (na kilka dni przed porodem, w dniu porodu lub w pierwszych dniach po porodzie). Wówczas, mama może zarazić noworodka. Dzieciątko najczęściej przechodzi infekcję łagodnie, ale z uwagi na początki życia "na zewnątrz" - wiadomo, trzeba bacznie obserwować takiego delikwenta i jeśli tylko słabiej je, męczy się nadmiernie w czasie ssania, ma stan podgorączkowy lub gorączkę, trudności w oddychaniu - skontaktować się z lekarzem. 
W pozostałych sytuacjach - zakażenia na innych etapach ciąży, należy stosować postępowanie objawowe tak jak w każdym innym przypadku (unikając jednak leków przeciwwskazanych w ciąży), nie zamartwiać się na zapas, bo może to zaszkodzić bardziej niż sama infekcja i podlegać rutynowym kontrolom położniczym.