poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Dylematy przy bliźniaczej szafie...

Jak ubierać bliźnięta

Doktor Mama
To obowiązkowy rozdział  w każdym poradniku dla "podwójnych" rodziców. Doświadczeni opiekunowie, psycholodzy, pedagodzy, wszyscy mówią jednym głosem - ubieraj bliźnięta różnie. Tymczasem, na ulicach pełno dziecięcych lustrzanych odbić, pociesznych kiteczek x 4 i sukieneczek x 2, marynarskich bluzeczek w dwóch kompletach i poczwórnych par takich samych szelek obok siebie...

Do niedawna bez chwili zawahania zgadzałam się z poradnikowymi radami. Od urodzenia ubierałam dziewczynki różnie. Po pierwsze dlatego, że tak było wygodniej - mieliśmy większe szanse, że ich nie pomylimy krążąc w malignie zmęczenia pomiędzy łóżeczkiem, przewijakiem itd. Nie był to system doskonały, czasem zdarzało się wpaść we własną pułapkę. Kiedy któreś z nas ubrało Hani śpioszki Zuzki albo odwrotnie, było jak w banku, że pomyłka to tylko kwestia czasu. Zaobserwowałam takie bliźniacze prawo natury: ryzyko pomylenia dzieci rośnie wprost proporcjonalnie do chaosu panującego dookoła, a bliźnięta jak wszystko we wszechświecie dążą do coraz większej entropii ;)

Oczywiście nadal przemawia do mnie argument, że różne stroje pozwalają dzieciom poczuć się bardziej odrębnymi osobami. Może i ciuchy nie są najważniejszym elementem rozwijającej się osobowości małego człowieka, ale z drugiej strony, bliźnięta mają wystarczająco dużo wspólnych rzeczy: data urodzin, imprezy t.j. chrzciny, zabawki, wózek, aplauz związany z nowymi umiejętnościami, posiłki, przestrzeń życiowa, rodzice rzecz jasna ;) i czas jaki im się poświęca. Czasem nie zdajemy sobie nawet sprawy jak ważne jest zapewnienie odrębnej przestrzeni dzieciom. Od różnych ubranek, po wydzielenie czasu spędzanego osobno, tylko z jednym dzieckiem. Jest to ogromne wyzwanie, które wymaga dużego nakładu energii i samozaparcia. Zdecydowanie łatwiej kupić komplety takich samych ubrań, czy zabrać obydwoje dzieci do parku, żeby drugi rodzic mógł odpocząć, zamiast dzielić się nimi...

Nowe spojrzenie

Trwałam w przeświadczeniu, że różne ubieranie bliźniąt, to jedyne słuszne podejście aż do lektury fantastycznej książki: Tomasza Kwaśniewskiego "Jedno oko na Maroko" kilka miesięcy temu. Jest to zbiór wywiadów przeprowadzonych przez dzieci autora z przeróżnymi intrygującymi dla nich postaciami (ksiądz, bezdomny, kulturysta, niewidomy, były więzień, albinos itd.). W gremium wybranych znaleźli się Paweł i Tomasz - 19-letni bliźniacy jednojajowi. Identycznie ubrani, ostrzyżeni, uczesani. Zapytani o to dlaczego wyglądają tak samo, mówią: bo tak jest sprawiedliwie.

Doktor Mama
"Jak mama kupowała koszulkę Pawłowi, to ja też chciałem taką mieć. I nie miało znaczenia, jaka ta koszulka jest, tylko żeby żaden z nas nie mógł się pochwalić, że ma coś, czego nie ma drugi..."
Doktor Mama
Poczucie sprawiedliwości, to bardzo silny filtr w podejmowaniu decyzji dotyczących bliźniąt. Nieraz zdarzało się, że miałam w rękach śliczną rzecz, ale nie mogąc znaleźć drugiego odpowiednika - odkładałam ją na półkę. Zawsze starałam się wybierać dziewczynkom takie ubrania, aby były w miarę podobne, ale nie identyczne. Pamiętam dokładnie, jak po przeczytaniu rozmowy z Pawłem i Tomkiem pomyślałam: no to się zacznie, niech tylko dziewczyny podrosną, nauczą się mówić i zaczną przywiązywać większą uwagę do strojów, dobrze, że to jeszcze nie ten etap... 

3 miesiące później...

Okazało się, że dziewczynki wcale nie potrzebują umiejętności mówienia, aby wyrazić, że coś im się nie podoba. Co zaskoczyło mnie najbardziej, to fakt, że zaczęły przywiązywać uwagę do swojego stroju w wieku 16 miesięcy! Pierwsze "opinie" dotyczące nowych ciuszków otrzymała babcia. Ubrała Hani bluzeczkę z pieskami, a Zuzi z sarenką. Sarenka okazała się zdecydowanie większym hitem, więc Hania cmokając języczkiem - naśladując dźwięk kopytek, szarpała za swoje pieski z niezadowoleniem. Na szczęście babci udało się przekonać ją szybko do uroku dalmatyńczyków i sprawa ucichła ;). Przez kolejne 2 tygodnie ubrania nie stanowiły pretekstu do buntu, w przeciwieństwie do jedzenia, spania, mycia się, wracania ze spaceru, sprzątania i podziału zabawek. Myślałam już, że historia z sarenką była trochę przesadzona do dnia, kiedy przed wyjściem do znajomych ubrałam Hani czerwoną bluzeczkę z pieskiem, a Zuzi kolorową w paseczki. Brak motywu zwierzęcego okazał się zupełnie nie do zniesienia! Patrzyłam osłupiała jak Zuzka szarpie za swoją bluzeczkę, pokazuje na pieska na bluzeczce Hani i szczeka po swojemu. Pospiesznie wygrzebałam z szafy inną bluzkę  z pieskami, ale ta była błękitna... Niestety, chyba wyglądała przez to zupełnie blado przy czerwieni Hani, więc też nie została zaakceptowana. Wyjęłam z szafy jeszcze 2 inne ubranka z pieskami i 2 czerwone, ale bez zwierzątek. Dopiero amarantowa bluzka z kotkiem, cenionym na równi z pieskiem, spełniła oczekiwania. Dziewczynki stały zadowolone, gładząc swoje śliczne bluzeczki, a ja z paniką w oczach układałam na nowo ubrania w szafie. Zaczęło się, szybciej niż myślałam.... Mąż westchnął tylko głęboko, szepcząc na wydechu: kobiety...
Doktor Mama
Ciekawe, czy za jakiś czas będą 2 różowe, albo 2 niebieskie...
Podsumowując, zaczynam rozumieć rodziców ubierających swoje dzieci tak samo ;)


Jestem niezwykle ciekawa jak wygląda sprawa ubierania maluchów w Waszych domach. Czy przywiązujecie uwagę do strojów bliźniąt? Jeśli sami nie macie takiego dylematu, co sądzicie o dzieciach ubieranych tak samo? Czy Wasze pociechy mogą brać udział w decydowaniu o tym co ubiorą?
    

9 komentarzy:

  1. Kobiety :) I jak szybko one dorastają. My bez bliźniąt tez mamy wesoło. Przerobilismy trzy dni w nowych kapciach. Lili spala w nich, kapala się i obudziła się w środku nocy z płaczem bo jej spadły... Także trzymam za Was kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, doskonała perspektywa... Uwielbiam Lili!

      Usuń
  2. Jestem mamą dwuletnich bliźniaczek :) wiem jak ciężko kupić podobne, atrakcyjne ciuszki dla nich. Młode mają w szafie ciuszki różne i identyczne. Dużo czasu i sprytu zajmuje mi przekonanie ich do różnych rzeczy. Czasem się uda ;) W praktyce, no cóż... dla własnej wygody i świętego spokoju zakładam te same ciuszki. Z małym wyjątkiem, staram się choć jedną rzecz dać inną, ale podobną fasonem i kolorem. Jak to wpłynie na nich w przyszłości - nie wiem. Wiem jedno, że to jak one będą sie spostrzegać zależy od nas, rodziców. Ubranie, to dodatek, ale jak widać dość ważny dla tak małego człowieka, by poczuć, że są traktowani sprawiedliwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczynam chyba pomału obierać podobną strategię ;) Pozdrawiamy serdecznie!

      Usuń
  3. Jak to dobrze że nie ma takich dylematów ;) Pozdrawiam K.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały tekst!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pamiętam jak Michasia dostała nowe papcie na pierwsze urodziny. Na dwa dni przestala chodzić bo mając je na nogach cały czas chciała trzymać w rękach:) Zastanawiam się czy chłopcy tez tak mają? Czy to naprawdę "kobiecość" czy po prostu dziecięca reakcja na zmiany i dbałość o szczegóły w ich najbliższym otoczeniu (jakim są np. wlasne stopy:) )?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uśmiałam się do łez! :) Pozdrawiamy Waszą rodzinkę!

      Usuń